Peru
Cupiarniyoc

Here you’ll find travel reports about Cupiarniyoc. Discover travel destinations in Peru of travelers writing a travel blog on FindPenguins.

30 travelers at this place:

  • Day7

    Colca-Canyon

    September 21 in Peru

    Auch ohne die riesigen Geier ist der Colca-Canyon schon imposant und sehr eindrucksvoll. Gehört er doch neben dem Grand Canyon in den USA und dem Fishrivercanyon in Namibia zu den größten Schluchten.

  • Day7

    Mirador Cruz del Condor

    September 21 in Peru

    Und ein Stückchen weiter, am Mirador Cruz del Condor sind dann auch die Großen unterwegs. Nix mit der Condor, ein Pünktchen am Horizont. Nein, die Thermik im Colca-Canyon scheint perfekt, die Geier kreisen im wahrsten Sinne des Wortes über uns. Und auch neben und unter uns...

  • Day159

    Colca Canon

    September 24 in Peru

    DHauptattraktion in de Gegend vu Arequipa isch de Colca Canon, mit knapp 3'500m eine vu de tiefste Canons vu dr Welt. SMädi het eus scho vorgwarnt gha, as sie vu dem Canon nid sonderlich begeschteret gsi isch - doch ganz uslah hemmers au nid welle. Wel mer in letschter Zit gnueg gwanderet sind, hemmer eus für en klassischi Tagestour mim Bus entschiede - inkl. 80% dütschi Touris (etz wüssemer wo die sich bis etz immer versteckt hend!). Scho am 3 am Morge simmer abgholt worde, doch da dFahrt zum Canon zwüsche 3-5 Stund duuret, hemmer im Bus nu chli chenne nacheschlafe.
    De Afang vum Colca Canon isch es relativ breits aber wunderschön terassierts Tal. Durch Verschiebige i dr Plattetektonik fallt v.a. die eint Talsiite sehr steil ab - ideali Bedingige für Condor, wo sich durchd Thermik lend id Höchi la schrube. Bim Condor Cross verengt sich de Colca Canon - doch scho wie sMädi simmer nur mässig beidruckt gsi... evtl. sind mier Schwizer würkli eifach scho zimli verwöhnt.
    Ufem Weg zrugg uf Arequipa hemmer numal einigi Photo-Stopps igleit und de Sämy isch au nu churz in schön agleiti Therme - doch da dMartina hüt nid sooo zwäg isch gsi, het sie smeischte dervo im Bus verschlafe. DRückfahrt übers hüglige und eher öde Hochland het sich zimli zoge - eusi Guide Maria hets zwar super gmacht, aber so Bus-Reise und v.a. dReise-Gspänli sind nix für eus!
    Read more

  • Day8

    Colca Canyon Trek (1. Tag)

    September 27 in Peru

    Um 3:15 Uhr ging es los. Wir wurden mit einem Minibus im Hostel abgeholt und dann sind wir erstmal ca. 5h zum Canyon gefahren. Gegen 8 Uhr hatten einen kurzen stop an einem Aussichtspunkt an dem häufig Kondore sehen kann. Wir hatten sogar Glück und konnten einen beobachten wie er durch die Schlucht gleitete.

    Nach einem sehr einfachen Frühstück ging um 9:30 Uhr dann der Trek los. Der erste Abschnitt ging hauptsächlich bergab, das war auch gut weil es wirklich sehr heiß war und wir in der prallen Sonnen gewandert sind 😅☀

    Nach ca. 3h waren hatten wir unseren ersten Stop und hatten ein leckeres Mittagsessen mit Suppe, Reis, Eintopf und Avocado. Danach ging es ca. 3,5 h weiter in die sogenannte Oase im Tal des Canyon. Diesmal sollte die Strecke nach unserem Guide flach sein - naja flach auf peruanisch ist in Summe flach. Es ging abwechselnd bergauf und bergab, was dann in Summe flach ist 🙈😂

    Um 15:40 Uhr sind wir dann nach ca. 14 km und 1.500 Höhenmeter doch ziemlich erschöpft in unserer Lodge angekommen. Es war auch ein extrem langer Tag. Nach dem Abendessen um 19:30 Uhr sind wir alle erschöpft ins Bett gefallen. Am nächsten Morgen geht es ja schon wieder um 5 Uhr weiter.
    Read more

  • Day48

    Cruz del Condor

    November 16, 2017 in Peru

    We reached Cruz del Condor in about 30 min. There were a few vendors selling souvenirs and other items. It was a nice sunny morning. The place had steep cliffs making it perfect for updrafts from the canyon. This would be ideal for the condors.

  • Day48

    Condors at Cruz del Condor

    November 16, 2017 in Peru

    We had barely settled down at Cruz del Condor when the first of condors started gliding across the sky in the canyon. They were such majestic birds, very huge and that is one of the reason, they don't flap much. They use the thermals and the air currents to glide across the sky.
    We got some amazing shots of the birds. Some times they just flew 5-10 mts from where we were standing.

  • Day24

    Kondory w Colca Canyon

    August 24 in Peru

    Pomimo wielokrotnych obietnic, że już nie będzie wstawania przed świtem, po raz kolejny musimy negocjować z M'n'Ms pobudkę o 5 rano. Niestety, kondory mają swoje prawa i swój rozkład lotów, a dojechać do nich trzeba. W Tradicion Colca też się do kondorów dostosowują, i zaczynają podawać śniadanie o 5.30. Już poprzedniego dnia sprawdziliśmy możliwości dotarcia do Mirador de Cruz des Condors, i wszyscy zapewniają, że najlepiej będzie złapać lokalny autobus kursowy o 6 am może 6.30. Zatrzymuje się czasami na placu głównym, ale dla pewności najlepiej łapać go koło cmentarza przy głównej drodze. No nic, jesteśmy w Peru, działamy jak Peruwiańczycy.
    Jesteśmy przy głównej drodze na wysokości cmentarza punkt 6, na wypadek gdyby autobus jechał punktualnie. Świt nad Andami jest (jak zwykle) piękny, droga i okolica puściusieńkie.
    Towarzystwa dotrzymuje nam peruwiański szczeniak - kundelek, który już wczoraj towarzyszył nam przy zakupach, a dziś od samego świtu czekał chyba na nas przy hostelu. W każdym razie zameldował się w pełnej gotowości jak tylko przekroczyliśmy bramę. Dobrze, że jest, ubarwia nam czekanie bawiąc się z M'n'Ms i posłusznie gryząc wszelkie patyki które uda się im znaleźć w okolicy.
    Koło 6.20 pojawia się lokalny mieszkaniec, i z zaciekawieniem patrzy co też szaleni gringos robią o tej porze przy drodze. Z dialogu Quechua- hiszpansko-angielsko- polskiego jasno wynika, że mówi: "Panocku, a co żesz wy tu robicie, kiej autobusów juz od zaprzeszłego roku najstarsi we wsi nie widzieli? Tylko transport turistico, z plaza de Armas, Panocku. A żesz te innastrańce durne, widzieliście wy..."
    I w istocie, po chwili wsiada do auta kolegi.
    Nie zrażeni czekamy dalej, w końcu są szanse ze nie zrozumieliśmy do końca, i np mówił że się zmienił rozkład i w soboty autobusy jeżdżą później. W rzeczy samej, z zza zakrętu wyłania się autobus jak malowany, machamy więc na 8 rąk, a kierowca odmachuje wesoło i bynajmniej nie zwalnia...najwyraźniej nie jest to autobus kursowy, tylko z jakąś wycieczką. Jest 6.45. Poddajemy się i idziemy negocjować transport turistico. Taksówek jest do wyboru na Plaza de Armas 4, ale jeden z kierowców wyskakuje zdecydowanie najszybciej, i zgadza się opuścić z ceny 20 soles. Machamy ręką, w końcu chodzi o kondory, i wsiadamy. 7.00 ruszamy. Jeszcze tylko rejestracja nas, numerów paszportów, i upewnienie się że będziemy kupować billeto turistico - cholera, mieliśmy nadzieję, że nie, strasznie drogo te kondory nas wyjdą...
    Tak jak Yanque nie robi jakoś wielkiego wrażenia, zaraz za wioską wjeżdżamy na dobre w kanion, który jest, prawdę mówiąc, oszałamiający. Tak jak koło Cuzco tu też Andy zlocą się i mienią, ale do tego potrzaskane są kanionami i szczelinami w nieprawdopodobnie malowniczy sposób, a uroku dodają kolorowe (białe, żółte i zielone) pola uprawne w dnie Kanionu i w poprzek doliny, poprzednie lane kamiennymi murkami. A na horyzoncie co i rusz pluje dymem wulkan Sabancaya. Prawdę mówiąc, widząc ile dymu produkuje, trudno wierzyć w decydujący wkład ludzkości w globalne ocieplenie. Sabancaya robi, i to w zasadzie bez przerwy, iście krecią robotę, za nic mając porozumienia w Tokio i w Paryżu.
    Kierowca uczynnie chce zatrzymywać się na wszystkich punktach widokowych (a widoki zaiste zapierają dech w piersiach w mgłach poranka), ale poganiamy go: do kondorów, do kondorów. Bestie wg wszelkich relacji latają pomiędzy 7 i 9, a za nic nie chcemy ich przegapić.
    Mijamy punkt poboru myta, niestety nie da się go uniknąć, ale jest tak pięknie, że jeśli tylko przyczyni się to do utrzymania kanionu, to warto zapłacić.
    I w końcu docieramy na mirador - jako jedni z pierwszych w tym dniu. Kondorów brak, nic nie lata, nic nie siedzi na skałach. Jesteśmy wcale nie lekko zaniepokojeni, że dzisiaj zastrajkowaly. Może za silny wiatr, może im za zimno, może nie mają nastroju...
    Platformy widokowe ciągną się wzdłuż Kanionu idziemy więc wzdłuż ścieżki, trochę, by się rozgrzać, trochę by sprawdzić, czy niżej też ich nie ma. Nie ma. Znajdujemy za to znak na mirador de cura- żartujemy więc, choć trochę przez łzy, że może choć kury zobaczymy.
    Przychodzą Peruwianczycy ze słodyczami, lamami i wyrobami ludowymi, jak zawsze gotowi nieba turystom przychylić, ale nawet lamy nie budzą wielkiego entuzjazmu tym razem.
    I nagle - jest!!! Jeden, zaraz po nim (niej?) drugi, trzeci, czwarty i piąty i szósty - a, nie, to cień😉. Cudowne, olbrzymie bestie, są, szybują zaraz obok nas i nieco dalej. Jak mówi Maya: takie duże że trudno uwierzyć że latają. Kiedy lądują, zupełnie wtapiają się w tło, dlatego pewnie zupełnie nie było ich widać. I zaraz do lotu podrywają się następne, te niestety nieco dalej od nas. Mamy też okazję oglądnąć scenkę rodzajową z życia kondorów. Pisklak-kondor ( że pisklak, widać po kolorze, bo wielkością nie ustępuje dorosłym) po chwili latania przysiadł sobie na skale żeby odpocząć - a może nerwy uspokoić. Siedzi, siedzi - całkiem długo, wcale mu nie spieszno do latania. A tu nagle, tata kondor (tata, sądząc po białym kołnierzu), jak go nie dojrzy, jak się nie wkurzy, jak go nie napadnie i nie zgoni. "A kysz a kysz, lataj szczeniaku- tfu, pisklaku, bo jak się nie nauczysz, to kuzyn Ziutek będzie się z ciebie śmiał! Co to za leniwe pisklę, ach ta dzisiejsza młodzież, ja w twoim wieku marzyłem żeby tak sobie poszybować nad kanionem a ty co??? Że niby poemat układasz??? Co to za fanaberie, lataj, no już!"
    No i młody kondor chcąc nie chcąc nie zakończył poematu i poszybował (ale może przycupnął zaraz za skałką i dokończył), a stary kondor rozsiadł się zadowolony na jego miejscu 😁.
    Po mniej więcej pół godziny kondorom nudzi się zabawa na prądach powietrznych, i odlatują albo roztapiają się w krajobrazie.
    Wracamy odnaleźć naszego kierowcę, i w drodze powrotnej sumiennie obfotografowujemy każdy punkt widokowy. Omawiamy tylko kupienia lokalnego alkoholu - pisco, tłumacząc się chorobą wysokościową.
    Przed nami cały długi dzień - dopiero 10, mimo, że za nami już tyle wzruszeń.
    Read more

  • Day41

    Colca Canyon

    October 6, 2016 in Peru

    Colca Canyon is the second deepest canyon of the world and close to Arequipa. Towards the Colca Valley there were several spots to take incredible pictures; for exemple the "Mirador de los Andes", a famous volcanic panoramic viewpoint at a height of 4800m above sea level!

    In the afternoon relaxing in the local hot springs was on our programm; while having dinner we were accompanied by a folkloric show and Chrigi was forced to partake! ;-)

    In the early morning of the second day we went to "Cruz del Cóndor", where we could see Andean Condors flying above us! What majestic birds! On the way back, farming platforms (terraces) made the trip unforgettable.
    Read more

  • Day9

    Cola Canyon

    October 4, 2017 in Peru

    Kurz noch zu den zwei Früchten für 12€. In einer Seitenstrasse, etwas vom Zentrum entfernt, haben wir diese dann für 40 Cent gekauft ;-) Kleiner Unterschied...

    Um 3 Uhr morgens ging es dann zum Colca Canyon. Leider hat man uns nicht gesagt, dass der Kleinbus anscheinend nur eine Heizung im vorderen Bereich (beim Fahrer) hat. Gefühlt ging es also im Kühlschrank hoch auf 4900 m. Die Scheiben waren von innen gefroren 😨 Der erste Stop war im Ort Chivay, für Frühstück (6 Uhr). Hier saßen nur halb eingefrorene Touristen in dicken Jacken. Wie immer gab es die peruanischen Brötchen, die mit nem harten Bierdeckel verglichen werden können. Dazu Instandkaffe und Marmelade. Zumindest ein warmes Getränk!!!!
    Weiter ging's und langsam wurde es wärmer. Kurz vor 8 Uhr Ankunft am Cruz del Condor, auf 3700 m. Hier musste dann wieder die Sonnencreme ausgepackt werden. Die Nächte sind kalt, zum Teil 4 Decken übereinander, tagsüber ist es in der Sonne nicht lange auszuhalten.
    Um 8:30 Uhr waren am Cruz del Condor ca. 30 Minibusse. Dazu muss ich sagen, es ist lediglich ein Aussichtspunkt an der Hauptstraße. 2 Condore haben wir vor Weiterfahrt gesehen.
    Ankunft in Cabanaconde um 9 Uhr. Der Fahrer hat uns einfach an der Straße rausgeschmissen und deutete nach rechts, da wäre dann der Plaza de Armas... Sehr gut, also erstmal orientierten und Hotel suchen.
    La Casa de Santiago ist wahrscheinlich die beste Adresse im Ort! Mir war entfallen was eine heiße ( ich meine heiß und nicht lauwarm) Dusche bewirkt... Später am Tag haben wir gleich nochmal geduscht ;-)
    Read more

You might also know this place by the following names:

Cupiarniyoc

Join us:

FindPenguins for iOS FindPenguins for Android

Sign up now