Peru
Pisac

Discover travel destinations of travelers writing a travel journal on FindPenguins.

108 travelers at this place

  • Day77

    Pisac

    May 11, 2017 in Peru ⋅ ⛅ 21 °C

    Aujourd'hui nous sommes parti de Cusco pour nous rendre au village de Pisac (qui se trouve à 45min de voiture). Nous avons pris un mini bus local et avons décidé de faire la vallée sacrée par nous même plutôt qu'avec un tour touristique. Nous sommes arrivé à Pisac en mileu de journée et après avoir trouvé un hostel abordable, nous sommes allé nous balader au marché artisanal. Ce marché est l'un des plus beaux que nous ayons vu jusqu'à présent et nous avons craqué pour un chapeau et des nombreuses petites pierres semie précieuse (car nous testons nos tallents de créateurs de bijoux). Après le marché nous sommes allé visiter le site archéologique de Pisac. Il ressemble beaucoup au site du MachuPicchu au niveau des constructions Inca que l'on y trouve. Les ruines sont bien conservées et il est facile de s'imaginer comment cela devait être à l'époque. Tout comme le MachuPicchu il à fallut que nous méritions la visite en commencant bien évidemment par des marches... à plus de 3000m d'altitude cela se sent toujours un peu (même en êtant acclimaté!). Nous sommes d'accord que les Incas devaient avoir des fesses d'enfer car ils faisaient des squats tous les jours! 😂
    Les paysages de montagnes avec culture en terrace était vraiment beaux et la vue sur la vallée avec la ville en contrebas était parfait pour un picnique avec panorama comme on les aime! Nous avons aussi rencontré un youtuber : benjamin torre faisant sa video: les 7 principes du kifs ! On s est prêté au jeu et avons fait une interview kif. Sur le chemin de retour nous avons pris la pluie et la grêle, mais avec les soleil en même temps... c'était assez étrange et vraiment très beau car la grêle avec les reflets du soleil ressemblait à de véritables perles.
    Read more

  • Day8

    Pisaq, Bergfestung der Inka

    August 3, 2017 in Peru ⋅ ⛅ 18 °C

    Heute sind wir per öffentlichem Bus nach Pisaq aufgebrochen. Erstmal durch Cusco bis zum "Busterminal" gelaufen. Es war schwierig zu finden. Die Gegend kannten wir noch nicht, hier findet auch das normale Leben ohne Touristen statt. Der Fahrpreis für die 30km betrug 8 Soles für zwei, das sind so etwa 2,30€. Der alte Bus und die Mitfahrer waren schon ein Erlebnis für sich.
    In Pisaq finden große Märkte statt, allerdings sehr touristisch.
    Die Markthalle war auch wieder sehenswert, der frische Frucht/Gemüsesaft Mix war toll.
    Zurück gings im Collectivo, Kleinbus als Sammeltaxi. Der hat uns dann aber ziemlich am Stadtrand abgesetzt, also nochmal Laufen oder Taxi. (es wurde das Taxi)
    Read more

  • Day54

    Pisaq und andere Ruinen

    March 4, 2017 in Peru ⋅ ⛅ 15 °C

    Am Morgen gaben wir noch unsere Wäsche auf. Das Gewicht entsprach dabei ganz sicher nicht der Realität. Angeblich 7 kg in zwei kleinen Beuteln. Aber wir zahlten fröhlich.
    Danach suchten wir die Collectivos nach Pisaq, ein Dörfchen im heiligen Tal, dass für seinen Sonntagsmarkt und die 8km entfernten Ruinen oben auf dem Bergrücken berühmt ist. Vor der Haltestelle fing uns ein ziemlich tauber älterer Herr ab, der uns vorschlug unser Privatfahrer zu werden, und uns direkt an den Ruinen absetzen wollte. Wir nahmen an und so wurden wir direkt zum Eingang chauffiert. Die 10 großen Reisebusse schreckten zunächst einmal ab, aber das Gebiet ist relativ groß und so verliefen sich die Menschen ganz gut. Außerdem sind Latinos lauffaul und sobald es etwas bergauf geht, bleiben die meisten zurück ;) Also erkundeten wir erst einmal diese Inkastadt, deren Terrassenbau das eigentliche Highlight war. Der gegenüberliegende Felsen sah aus wie ein Schweizerkäse - der Friedhof der Inka. Manchmal scheinen die Orte der Gräber fast unerreichbar zu sein! Heute sind alle Gräber durch Grabräuber oder Archäologen leer geräumt, erkennbar an den Löchern. Wir entschieden uns trotz des schlechten Wetters den schönen Fußweg nach Pisaq zurückzulegen. Unten angekommen empfing uns auch schon der Markt. Da leider nicht Sonntag war gab es keinerlei Obst und Gemüse, sondern nur Touri-Zeug. Alpakapullis, Schals, Socken, Ponchos, Decken,... Alles was das Herz begehrt. Und auch wir begehrten ein schönes, fein gewebtes Tuch, was demnächst unsere Wohnung dekorieren soll, und so machten wir eine Händlerin glücklich. Nach einem kurzen Mittagessen trafen wir unseren Privatfahrer wieder der uns mit einigen Zwischenstops wieder in Cusco absetzte.
    Die Ruinen - Tambomachay, Pukapukara und Q'enqo - sind außer Q'enqo weniger erwähnenswert. Dort aber schlugen die Inka Gänge, Altäre und Opferrinnen in den Fels - sehr cool!
    In Cusco trafen wir Stefan wieder, der uns von seinem Trek nach Machu Picchu erzählte, bevor er ganz schnell seinen Nachtbus erwischen musste.
    Read more

  • Day10

    Ruszamy w Andy

    August 10, 2018 in Peru ⋅ ☁️ 14 °C

    Pierwszy przystanek: Pisac. Ale najpierw lot do Cuzco - pobudka o 4.30 rano (kto na miłość boską układał plan podróży?????), na śniadanie suche bułki i wczorajszą herbata.
    Na lotnisku od razu widać, że przenosimy się w rejony bardzo turystyczne - już w Arequipie widać było nie całkiem rodowitych Peruwian, a w kolejce do odprawy zdecydowanie przeważają turyści zagraniczni, po fenotypie sądząc. Złośliwości lini lotniczych zawdzięczamy, że na lot przez Andy, przy pięknej pogodzie nie mamy (po raz pierwszy) miejsc przy oknie. Ale na szczęście samolot jest na tyle pusty, ze spokojnie możemy się przesiąść, i podziwiać jak przelatujemy tuż nad dymiącym wulkanem (serio serio!).
    Wysiadamy na 3400m npm, krótki ogląd sytuacji czy wszyscy oddychają jak trzeba i czy nikogo nie boli głowa. Jest dobrze - dokucza nam tylko przejmujący głód.
    Zaraz po odebraniu bagaży wyłapuje nas pani z biura podróży, która koniecznie chce nam załatwić taksówkę a najlepiej zaplanować cały pobyt w Cuzco. Nie mamy za dużo siły woli po wczesnej pobudce i na głodniaka, udaje się nam jednak wykręcić z taksówki do Pisac, i pozwalamy się tylko zawieźć do centrum z Cuzco, do lokalnego busa który nas dalej zabierze. Za jedyne 30 soli (póżniej, już jako wtajemniczeni i obeznani z topografią, dowiemy się ze to trzykrotnie więcej niż za taksówkę złapaną poza bramami lotniska. Za którymi, również całkiem spokojnie, można wsiąść w autobus do centrum, za 1 sol...)
    Tyle dobrego, że taksówkarz podwiózł nas pod sam terminal colectivos (lokalnych busików dla turystów) do Pisac. I tu zaskoczenie, bo wybraliśmy Pisac jako pierwsza bazę że względu na wysokość (2900m npm), a z Cuzco (3400 m npm) zamiast w dół, colectivo ruszył ostro w górę... No cóż, jakby na to nie patrzeć, w górach są przełęcze. Zdobywamy (bez objawów) 3700, i zjeżdżamy do doliny, do naszego Pisac.
    Wybrany hotel okazuje się schroniskiem dla wędrowców z plecakami (w skrócie backpackers :-)), z widokiem wprost na góry i rzekę, dziedzińcem-ogrodem, zalanym słońcem i nadal z widokiem na Andy, z kuchnią, gorąca woda, internetem, i gospodarzami mówiącymi po angielsku. Czego chcieć więcej 😁😁😁.
    Read more

  • Day10

    Pisac - peruwianskie Glastonbury

    August 10, 2018 in Peru ⋅ ⛅ 14 °C

    Kierowca lokalnego busika (colectivo) z Cuzco wyrzuca nas ze wszystkimi bagażami przed mostem nad rzeką Urubamba, twierdząc że to właśnie już Pisac. Twierdząc oczywiście po hiszpańsku, nie mamy więc jak dyskutować. Na szczęście Google map się zgadza, w dodatku twierdzi, że zamówiony nocleg jest zaraz po drugiej stronie rzeki, ruszamy więc bez obaw przez most. Schronisko jest tam gdzie ma być, urokliwe i osobliwe - o czym w osobnym poście, my zaś, mając cały dzień przed sobą, ruszamy zwiedzać i odkrywać.
    Po raz kolejny żałujemy, że nie mamy koszulek, albo chociaż tabliczek z napisem "no, gracias", bo lokalni mieszkańcy z entuzjazmem usiłują nam sprzedać wszystko - od transportu po liście koki. Szybko orientujemy się też, że ubrani w górskie ciuchy jesteśmy tu całkiem nie na miejscu - stolica gór zatrzymała się w latach 70 ubiegłego wieku, i wszyscy przyjezdni chodzą ubrani we wzorzyste szarawary, poncha albo choć chusty, ćwiczą jogę, zaklinają węże albo chociaż żują kokę (to akurat miejscowi też robią). Oferta dostosowana jest do potrzeb, miejscowe sklepiki oferują organiczne jogurty z kokosa, tofu i na zimno wyciskany olej z (znowu) kokosa. Restauracje wegańskie, wegetariańskie i szamańskie na każdym rogu Wędliny natomiast nie uświadczysz... Można za to zapisać się na kurs jogi (dowolnej w zasadzie, medytacji (jak wyżej), czy szamańskiego seksu (???? - chyba trzeba było zrobić zdjęcie oferty). Za wszystko zapłacisz kartą visa, o czym uprzejmie informują wywieszki nad każda bramą.
    Spacerem ostro pod górkę przez brukowane, wąskie, i oblednie urokliwe uliczki docieramy do miejscowego ryneczku (oczywiście Plaza de Armas), którego całość zajmuje nieprawdopodobnie barwny inkaski targ. Można kupić absolutnie wszystko, pod warunkiem że wyrabia się to z lamy, albo alpaki. Wędrówka wśród kramów zajmuje nam dobrą godzinę, na koniec nawet zaczynamy ogarniać konieczność targowania się absolutnie o wszystko.
    Niestety, jedzenia nie oferują, ruszamy więc w poszukiwaniu gospody. Przez bramę i dziedziniec zapełniony plecionymi łapaczami snów docieramy do bardzo zachęcajacego lokalu z piecem opalanym drewnem, I, oczywiście organicznym, menu. Niestety, figuruje w nim jako danie główne "cuy", czyli świnka morska, których całe stadko mieszka sobie w szalenie malowniczym domku w kącie. Jak się domyślamy, pieczeń można sobie wybrać osobiście. Nie jest to na nasze nerwy, więc w efekcie kończymy kilka ulic dalej, w barze głównie wegetariańskim, na fantastycznych peruwiańskich naleśnikach.
    Po czym ruszamy dalej w labirynt uliczek, odkrywając targ rolniczy, muzeum, wejscie na szlak do inkaskich ruin, i oszałamiającą panoramę. Pisac zdecydowanie nas zachwyca, a fantastyczna pogoda dodatkowo sprawia, że chcemy tu zostać na dłużej.
    Read more

  • Day11

    Kinsa Cocha - 4200 npm

    August 11, 2018 in Peru ⋅ ⛅ 15 °C

    Pierwsze wyjście w prawdziwe góry, z lekkim przerażeniem i pokorą, jako że pierwszy raz w życiu tak wysoko. I to bez haków raków i czekana ( jak pisałam wcześniej, zupełnie zbędne w Andach na tej wysokości). Troszkę oszukane, bo na 4000 wyjechaliśmy autem, ale czego się nie robi dla aklimatyzacji 😁. Na piechotę pewnie nadal byśmy się wdrapywali, a kiedy czas na zejście??
    Jako, że informacja turystyczna nie istnieje, podobnie jak mapy, musimy polegać na Google maps i relacjach innych, którzy odwazyli się wypuścić na szlak wcześniej, a do tego byli na tyle mili, że to opisali w internetach. Wojtek wyszukuje na jednym z blogów informację o Kinsa Cocha - trzech jeziorach położonych w pobliżu Pisac, z informacją, że można tam dojechać z lokalnym prywatnym transportem. (Dla porządku referencyjnego, tu link do oryginalnego materiału:https://slightnorth.com/kinsa-cocha-pisacs-three-lakes/). Rzeczywiście, jeden z nagabujących nas nieustannie ("Cuzco, Cuzco??") taksówkarzy przyznaje, że wie jak tam dojechać, więc uzgadniamy, że odbierze nas o 9 rano dnia następnego.
    Podjeżdża jak obiecał, auto działajace, choć mocno zdezelowane, z rozbitą szybą, i bez żadnych fajerwerków typu np klimatyzacja, czy pasy bezpieczeństwa. Za to kierowcy towarzyszy trzyletni synek, który jak się okazuje będzie z nami jechać. Gdzie usiądzie? Ano mały jest, zmieści się pomiędzy kierowca i pasażerem na podłokietniku czy też schowku.
    Tyle jeśli chodzi o bezpieczeństwo czy przepisy.
    Po pokonaniu strefy wjazdu do ruin (jedyna droga prowadzi tamtędy) i przekonaniu strażników że jedziemy do jezior a nie do ruin (za ruiny się płaci, a w planie mamy zwiedzanie ich za kilka dni), kierowca pewnie rusza przed siebie - zna te okolice ponoć jak własną kieszeń. Kończy się asfalt, droga robi się coraz węższa, a urwiska (a jednak są jakieś, dokładnie koło nas), coraz bardziej strome. A mina Wojtka coraz bardziej niewyraźna, bo google map pokazuje że mamy jechać dokładnie w przeciwna stronę. Na szczęście udaje się na migi dogadać z kierowcą, i uzasadniają że droga jest dobra tylko do innych jezior. Upieramy się przy naszych, więc kierowca zawraca, i podążamy tym razem za Google. Asfalt znowu się kończy, droga wąska i urwiska strome, ale docieramy nad pierwsze jezioro, 4000 npm. Kierowca na odjezdnym sprzedaje nam z dobrego serca esencję munia przeciw chorobie wysokościowej (trzeba ją rozejrzeć między dłońmi i inhalować) i obiecuje wrócić za 5h. Mamy jakieś 4km do przejścia + piknik, więc czasu na pewno dość.
    Jeziora i Andy piękne, droga prosta, ale na niektórych z nas wysokość działa. Zaczynamy rozumieć, dlaczego ostatnie 15m do szczytu w Himalajach zajmuje kilka godzin i wymaga kosmicznej siły woli. My po 2h zdobywamy pierwsza niziutką przełęcz, 4200m npm, oddaloną o jakieś 1.5 km, i jest już jasne, że wszystkich trzech jezior nie obejrzymy. Nic to - w końcu to wycieczka aklimatyzacyjna, a jest pięknie. Po pikniku pod szczytem wracamy do rozwidlenia, i spacerkiem wśród pól idziemy najprostszą drogą nad jeziorko nr 2. W nagrodę widzimy stada lam i alpak w naturze, i podziwiamy obłędną panoramę pobliskich szczytów i dolin. Nad nami w tradycyjnych strojach inkaskich Indianki z (chyba) pobliskiej wioski pomykają w górę i w dół nosząc naręcza trawy i trzciny. Podziwiamy w niemym zachwycie, dreptając nad drugie jeziorko.
    Dramatyzmu dodaje załamująca się pogoda, piknik robimy więc schowani przed wiatrem za niewielkim murkiem. Jak można się domyślić, na Indiankach zbierających trawę pogoda nie robi wrażenia.
    Po prawie 5h wracamy spotkać się z kierowcą, i choć dało nam w kość, jesteśmy zachwyceni pięknem Andów, i trochę dumni z siebie, że mimo załamania zdrowia i pogody przeprowadziliśmy aklimatyzację, i sprawdziliśmy, że, wolno bo wolno, ale możemy się przemieszczać na takiej wysokości.
    Read more

  • Day13

    Inkaskie ruiny w Pisac

    August 13, 2018 in Peru ⋅ ⛅ 18 °C

    Dzień wstał piękny, więc zamiast jechać do Cuzco skoro świt, zgodnie z założonym planem, postanawiamy aklimatyzować się na miejscu, w Inkaskich ruinach w Pisac. Od 2900 do 3500 npm, tylko na własnych nogach - decydujemy się na opcję wyczynową, start w Pisac u podnóża Parku Archeologicznego, a nie podwózka autobusem
    Początek ostro pod górę w pełnym słońcu, po pierwszych 15 minutach w głowie każdego zostaje tylko jedna myśl: za jak długo się rozpuszczę...
    Mapy do niczego, idziemy na wyczucie. Mija pół godziny, godzina, godzina i pół - a pierwszych ważnych ruin, wg mapy zaraz przy wejściu, jak nie było widać, tak nie widać. Trochę jesteśmy przerażeni, bo na cały trek przewidzielismy 4-5h, a tym tempie, wg mapy, będzie ze 12 jak nic...
    W końcu są, ruiny jak z obrazka. M'n'Ms biegają i bawią się w chowanego nic sobie nie robiąc z powagi chwili i ciężaru historii. My robimy zdjęcie za zdjęciem. Po chwili idziemy dalej, bo to ( wg mapy) dopiero początek szlaku...
    Spotykamy Francuzow ze schroniska, nie chce się nam wierzyć że (jak twierdzą) do końca szlaku jest tylko godzina - wg mapy przeszliśmy 1/3 drogi, a minęły już 2. Po drodze mijamy jeszcze wielu zdezorientowanych tak samo jak my, ale tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia, szlak jest przepiękny, pogoda cudowna, więc trzeba się cieszyć i napawać chwilą.
    Ruiny są rozrzucone po całej górze, ciekawe, i robia wrażenie, ale tak naprawdę to widoki zapieraja dech w piersiach.
    Docieramy do końca po 4 godzinach, i ku zdziwieniu strażników postanawiamy wrócić na piechotę.
    Wojtek jest przekonany, że na tablicy orientacyjnej widzi boczną drogę u podnóża, mijająca szczyt, a rozglądając się po okolicy i orientując mapę w terenie cho trochę, rzeczywiście można dostrzec i ludzi którzy po niej idą. Postanawiamy więc zaryzykować. I słusznie - po 20 min jesteśmy przy pierwszych ruinach, w 1/3 drogi od początku. Skrót stulecia.
    Wracamy dumni i błądzi, zgodnie z wydawać by się mogło nierealnym planem, i przed podróżą idziemy się pożywić w naszej (prawie) wegańskiej knajpce.
    I już czas pożegnać się z Pisac, łapiemy colectivo razem z miejscowymi (wystarczy podążać za nawoływaniem "Cuzco,Cuzco") i jedziemy do stolicy Inków. Dziś nocleg na 3500m npm 😊.
    Read more

  • Day11

    Hospedije Chaska

    August 11, 2018 in Peru ⋅ ⛅ 13 °C

    Chaska w Quechua znaczy gwiazda. Miejsce magiczne, poza czasem.
    Hostel dla backpackerów (wędrowców z plecakami), z kuchnią, dużymi pokojami z łazienką, a przede wszystkim pięknym ogrodem, otoczonym górami, a mimo tego zalanym słońcem.
    Na środku wiata, z kolorowymi poduszkami do siedzenia, gitarą i fletnią Pana. Wokół kwiaty, przede wszystkim święty kwiat Inków, cantuta czy raczej qantu (w Quechua), ale wiele innych też. A z boku....siłownia :) gdyby ktoś potrzebował rozładować stres (jaki stres??) przy użyciu hantli.
    Wszyscy mieszkańcy maksymalnie wyluzowani, nikt się nigdzie nie spieszy. Jedni przygotowują jedzenie, z jarzyn zakupionych na pobliskim targu, inni czytają rozłozeni w ogrodzie albo pod wiatą, a jeszcze inni ćwiczą jogę. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu.
    Na kuchence turystycznej wiecznie ktoś gotuje wodę w staroświeckim, ciężkim czajniku, żeby zaparzyć kawę, herbatę, albo mate.
    Do głównego placu jest może 500m, przez wąskie, malownicze uliczki Pisac, z okien widać rzekę Urubamba.
    Na wieczorne i nocne chłody gospodarze przynoszą dodatkowe koce, i nieocenione termofory z gorącą wodą, które trzymają ciepło przez całą noc.
    Chce się tam wracać, zupełnie nie chce się wyjeżdżać....
    Read more

  • Day46

    Das heilige Tal

    October 12, 2014 in Peru ⋅ ⛅ 20 °C

    Schon vor der Machu Picchu Tour hatten wir auf anraten eine Tagestour fürs heilige Tal gebucht. Morgens um 8.40 war Treffpunkt am Büro der Reiseagentur. Von dort wurden wir von einem etwa zwölf jährigen Jungen zum Bus geführt, der etwa zehn Minuten entfernt auf uns wartete. Dann ging es durch Cuzco und irgendwo im nirgendwo hielten wir eine halbe Ewigkeit bis noch drei Frauen zustiegen. Um zehn haben wir also Cuzco verlassen - war ja nicht so, dass wir auch noch gerne länger geschlafen hätten..

    Erstes Ziel war ein Gebäude mitten in der Pampa mit Marktständen, wo wir 25 Minuten Zeit hatten. Unsere drei Damen kamen dann neu eingekleidet nach 45 Minuten wieder, yay. Weiter ging es nach Pisac, wo noch mal sehr interessante und vor allem nicht überlaufene Ruinen auf uns warteten. Wirklich schön! Allerdings ließen wir den Markt in Pisac, der gerade sonntags so schön sein soll, links liegen, schade.

    Weiter ging es in wirklich wunderschöner Landschaft nach Urubamba zum Mittagessen und weiter nach Ollantaytambo. Ein wirklich süßer Ort, wo weitere Steine auf ihre Besichtigung warteten. Nicht dass wir eh schon der letzte Bus waren, nein die drei Damen kehrten mal wieder zu spät zurück und wurden mit Applaus empfangen. Leider fehlten noch weitere Fahrgäste, die aber nach mühevoller Suche unseres Reiseleiters nicht auftauchten.

    Zu unserer Freude hielten wir dann um sieben im stock dusteren Chinchero für einen weiteren Markt - ist ja nicht so, dass wir um halb sieben schon wieder in Cuzco hätten sein sollen. Yay.

    Ich denke, man hört heraus, dass die Tour nicht optimal war. Aber zumindest ist uns unser Humor nicht abhanden gekommen. Mit den besten Freunden kann eben auch eine schlechte Tour noch gut sein ;)
    Read more

  • Day13

    Pisac

    May 4, 2016 in Peru ⋅ ☀️ 15 °C

    Et nous voilà dans l'ancienne citadelle inca de Pisac perchée au sommet d'une colline et dominant de nombreuses terrasses utilisées autrefois pour l'agriculture. On y trouve une zone militaire, un centre cérémoniel dédié à la religion mais aussi à l'astronomie et, de l'autre côté de la rivière des centaines de trous qui sont en fait des sépultures d'incas faisant partie des classes les plus riches.Read more

You might also know this place by the following names:

Pisac, Писак

Join us:

FindPenguins for iOSFindPenguins for Android

Sign up now