• 40,500 kroków po Rzymie

    2 febbraio, Italia ⋅ ☀️ 3 °C

    W tempie turystycznym. Pełne 12 godzin noga za noga, krok za krokiem, ale każdy krok warty wysiłku.
    Ostrzeżenie: wpis będzie długi i zdjęć dużo, by oddać sprawiedliwość wspaniałości miejsca i dzielności wizytujących.

    Drogę do Koloseum znamy już na pamięć, docieramy więc na miejsce ze sporym zapasem czasu, przygotowani na odstanie ile trzeba w kolejce. A tu zaskoczenie - wstęp jest dokładnie o wyznaczonej godzinie. Zaskoczeniem kolejnym, już nie tak przyjemnym, jest odkrycie pojęcia marketing po włosku. Nasz bilet jest co prawda reklamowany jako “Full experience: arena, attic and Hypogeum ”, ale małym druczkiem już na samym bilecie (czego nie doczytaliśmy, oczywiście) jest uściślenie - albo arena, albo attic, albo Hypogeum… my trafiliśmy arenę, podobnie jak większość zwiedzających, w podziemiach i na trzecim piętrze w zasadzie nikogo nie widać. Wrażenie tym niemniej jest niesamowite. Koloseum jest (nie da się tego skojarzenia uniknąć) po prostu kolosalne. Głębokie korytarze, tak na oko na przynajmniej dwa poziomy, pod nieistniejącą areną pozwalają sobie wyobrazić odczucia gladiatorów, zapewne mocno klaustrofobiczne. A także emocje publiczności, mającej widok na całość areny, zmagania gladiatorów, i łoże notabli (a może i cesarza).

    Koloseum zwiedza się w tłumie - to zapewne również część “Full experience “. Ciekawe jest jednak, że tłum ten zdaje się wyczuwać potrzeby jednostek, płynnie rozprzestrzeniając się cienką warstwą przy barierkach, i w dodatku rozstępując się tworząc nisze na potrzeby zdjęć. Badania psycho-socjo-fizyczne można by tutaj prowadzić.

    Jak wiadomo każdy spacer po okręgu kiedyś dobiega końca, opuszczamy więc Koloseum kierując się na widoczne po drugiej stronie ulicy Forum Romanum.
    Kolejna kontrola bagażu (prześwietleni jesteśmy na dziesiątą stronę), kolejny łuk triumfalny, i dosłownie zanurzamy się w historię.
    Forum jest olbrzymie, i można się w nim całkowicie zatracić. Ruiny, kolumny, place, świątynie, bazyliki, i mury stawiane na przestrzeni tysiąclecia, albo bezpośrednio na Forum, albo okalając je. Wrażenie pełnego zanurzenia porównywalne jedynie, w naszym dotychczasowym doświadczeniu, do Machu Picchu.
    Forum Romanum rozwijało się przez stulecia, i każdy bez mała cesarz, korzystając z wymówki odbudowy po kataklizmie, albo i bez, budował kolejne centrum, kolejny plac główny, kolejną bazylikę (czyli ratusz), kolejny łuk triumfalny, i oczywiście kilka świątyń na wszelki wypadek.

    I tylko jeden Juliusz Cezar ufundował prawdziwy paskudek - budynek senatu przypominający do złudzenia spichlerz. Prawdę mówiąc, trudno się senatorom dziwić, że w złości sięgnęli po sztylety. Każdy by się wkurzył, widząc kontrast z otaczającymi dziełami architektury.

    Kolejny plac, kolejna bazylika. Przechodzimy tunelami do forum “antycznego” - w odróżnieniu od reszty ??? Ta część powstała ku chwale Trajana. Który nie dość, że musiał ustawić swoje, to jeszcze ustawić większe. Zrekonstruowane kolumny bazyliki są po prostu gigantyczne, a kolumna Trajana jeszcze nad nimi góruje.

    Ale, żeby nie było za poważnie, i zbyt nadęcie, kuratorzy Forum identyfikują wszystkie znaleziska. I tak, po wyjściu z Forum Trajana natykamy się na opatrzoną oficjalną tabliczką “antyczną kupę gruzu”…

    Spora część Forum jest w renowacji, a w wielu miejscach prowadzone są dalej prace archeologiczne. W budynku muzeum dowiadujemy się, że nie dane nam było zobaczyć Lapis Niger, przykrywającego grób Romulusa, a położonego na comitum, miejscu przed-antycznego kultu Wulkana, (VIII p.n.e.). Najwyraźniej już Rzymianie wiedzieli, że nową religię trzeba opierać na solidnych podstawach.

    Dopiero południe :-)
    Z forum wspinamy się na wzgórze palatyńskie, gdzie cesarze i nobile budowali swoje pałace, wille i rezydencje, otoczone ogrodami, a nawet z własnym basenem i mini stadionem. Ciekawe, jak dostawano pozwolenie na osiedlenie się na Palatynie? Wzgórze wcale nie jest rozległe…

    Chwilowy powrót do cywilizacji, i cudownej włoskiej gastronomii, gdzie nic nie jest problemem - kanapki bez sera? Nie ma sprawy, zaraz wyciągniemy. Pół pizzy bez sera? Zero zdziwienia. A lody- całe regały do wyboru, i tylko sprzedająca przeprasza, że okropnie jej przykro, ale “tylko ta ostatnia linia (jakieś 12 smaków) jest bez mleka”.

    I już biegniemy dalej, odkrywając niezamierzenie wąskie uliczki i zaułki, dzięki uprzejmości policji, która zamknęła główne ulice. Klucząc i zachwycając się na każdym kroku docieramy do Panteonu, świątyni antycznej przerobionej na kościół. Może i zgodnie z duchem epoki, ale zdecydowanie ze stratą. Miejsca po posągach zieją pustką, a duch antyku i tak chichocze w tle, zakłócając obrzędy religijne.

    Jeszcze tylko Fontanna Trevi - piękna, a jakże, i w tłumie, a jakże, i już możemy biec na Janiculum, w poszukiwaniu perfekcyjnego ujścia panoramy Rzymu w świetle zachodzącego słońca.
    Oczywiście tuż przed zachodem nadciągają chmury, ale Rzym w półmroku i lekko podświetlony też robi wrażenie.

    I powrót przez Trastevere - łuki, mury, fontanny, widok na Rzym, powoli staje się normą, ale widok na wyspę Tyberyjską, z mostu przez Tybr, dalej zachwyca. Na wyspie początkowo wybudowano świątynię Asklepiosa, następnie szpital, potem (oczywiście) kościół, a bardziej współcześnie została kwatera główną w Assasin Creed: Brotherhood. Ciekawe, czy Giordano Bruno pochwala :-).

    Jeszcze tylko Forum Romanum i Koloseum nocą, w świetle pełni Śnieżnego Księżyca, który nawet uprzejmie ustawia się do zdjęć przez okna ruin. Klimat bardzo antyczny i romantyczny.
    Za to Fontanna Trevia i schody hiszpańskie nocą urok mają taki sam jak w dzień :-).

    Centrum Rzymu tętni życiem, nawet w poniedziałkowy zimowy wieczór. Sklepy, butiki, restauracje i lodziarnie zapraszają (w śródziemnomorskim ekspresyjnym stylu). Zmęczeni mijamy jedne po drugich, życząc wszystkim miłego wieczoru. Vive la Roma :-)
    Leggi altro