Rydwan pierwszy, powietrzny. W życiu nie braliśmy udziału w tak niezorganizowanym załadunku samolotu. Opóźnienie tylko 30 min, ale za to załoga bardzo serdeczna, pilot wychyla się przez okienko i macha z uśmiechem do stojącego i w zasadzie wcale nie zdenerwowanego ogonka przed schodami, załoga pełna serdeczności z uśmiechem znosi wszystkich uciążliwych pasażerów (jeden akurat siedzi zaraz przed nami). Tylko całkiem mylą zamówienia, zupełnie nie wiedzą, kto gdzie siedzi, ale z każdym pożartują, porozmawiają, i w końcu przyniosą to co potrzebne tam gdzie potrzebne. Mamy tylko nadzieję, ze pilot jest bardziej wdrożony… czyżby Grecy byli typowymi południowcami??
Lądujemy w Salonikach w środku nocy i przesiadamy się do rydwanu drugiego, lądowego. Wiadomo od razu, że wyjazd jest ambitny i na pełnych obrotach, kiedy taksówkarz zaczyna się niepokoić dowożąc nas do zarezerwowanego miejsca noclegowego. To nic, że zaraz koło lotniska, pośród opuszczonych, i zdezelowanych wypożyczalni aut. To nic, że w zasadzie wśród ogródków działkowych. Kończy się dwupasmówką, asfalt, kierowca robi did coraz bardziej nerwowy, kończy się bitą droga, kierowca zaczyna się wypytywać czy na pewno wiemy, co robimy, kolejny zakręt w coraz mniejszą dróżkę - i nagle, jest. Dom jak na zdjęciu w folderze, wyszykowany, ukwiecony, pod winoroślą. Na której, jak się okazuje rano, rosną całkiem prawdziwe, i choć zupełnie niedojrzałe, winogrona.
I wyprawa po rydwan trzeci, do Centaura :-). Centaur jest, a jakże, południowo powolny, południowo niezorganizowany, i południowo dolicza połowę tego, co ustalone, bo, wiecie, rozumiecie, to co na sieci, to taka ściema. Chwyt marketingowy. Niby jesteście ubezpieczeni, ale tak naprawdę to nie. Aaaaarghhh. Co zrobić, rydwan trzeba mieć…Read more