• Między ziemią a niebem

    June 20 in Greece ⋅ ⛅ 24 °C

    Zostawiamy Morze Śródziemne i Olimp za sobą, i ciągniemy w głąb lądu, szlakiem zupełnie pustej autostrady, wśród opustoszałych pól, kamieniołomów, w rosnącym żarze. Być może to ten żar powoduje całkowite wyludnienie o tej porze, i tylko nieprzystosowani turyści wypuścili się w drogę, zamiast odpoczywać na sjeście.

    Pod wieczór docieramy do Kastraki, kolejnej malowniczej wioseczki, wtulonej w skały, z wąziutkimi uliczkami, i ogrodami pod winoroślą.
    Nad nami, w cieniu górskiego łańcucha Pindus wznosi się łańcuch kolumn skalnych, zwanych Meteorami, zdumiewających formą i zaskakujących geologicznie. Choć do złudzenia przypominają kolumny granitowe, to zostały utworzone z piasku, błota i kamieni naniesionych przez miliony lat strumieniami górskimi. Triumf prowizorki.

    Meteory zachwyciły mnichów prawosławnych w XIV w, którzy zdecydowali osiedlić się na nich, 20m bliżej niebios, i dystansując się od pokus życia codziennego. Żeby te pokusy całkiem odrzucić, zabronili wizyt wszelkim przedstawicielkom płci żeńskiej, niezależnie od gatunku, który to zakaz był mocy do początku obecnego wieku. Dopiero zachętą finansowa, tzn warunek uzyskania funduszy unijnych, przewartościowały pokusy żeńskie na nie takie straszne, i od 15 lat rozpraszanie mnichów przez kobiety nie uniemożliwia im (mnichom) dostania się do królestwa niebieskiego. Albo przynajmniej czyni życie doczesne wystarczająco znośnym. Co świadczy o sile argumentacji i skuteczności pozytywnego bodźca wychowawczego :-).
    Natomiast trudno nie przyznać, że mnisi jednak mają ostatnie słowo, odwiedzać klasztory można tylko w spódnicach do kostek i w koszulach z długim rękawem, co wyjątkowo sprzyja wspinaniu się na 300+ schodów, w żarze lejącym się z nieba…

    Pomysł ustanowienia pierwszego klasztoru na skale okazał się takim sukcesem, że wkrótce za nim zbudowano następne, i w XV w było ich już 24. Jako pierwszy odwiedzamy Megalo Meteoro, do którego prowadzi rzeczone 300 schodów. Nawet przejście tunelami skalnymi nie przynosi wiele ulgi…

    Za to wewnątrz klasztoru same zaułki, podcienie, dziedzińce, i nawet całkiem rozłożyste drzewa. Umartwianie się widocznie zostawiono dla wizytujących. Kolejnym dowodem, że oprócz modlitw do najwyższego mnisi troszczyli się jednak o życie doczesne również - pierwszym, i głównym pomieszczeniem jest winiarnia, i bardzo zacna piwniczka do przetrzymywania wyrobów z tejże, dla niepoznaki oznakowana jako “warsztat stolarski”.

    W centrum klasztoru kaplica, przepięknie zdobiona, złota i wcale nie skromna - niestety fotografowanie jest zakazane, a pilnują tego strażnicy poustawiani w każdym kącie. I jeszcze muzeum pergaminów, zwojów, ksiąg, ikon i obrazów ze zbiorów klasztornych, które z jednej strony imponują stanem zachowania, mimo upływu wieków, ale z drugiej dowodzą zasadności zakazu uwieczniania wizerunków ludzi w niektórych kulturach, bo z obrazów i ikon straszą takie bohomazy, że oglądających otrząsa. I nie są to bynajmniej sceny męczeństwa (chyba, że oglądających).

    Z Megalo Meteora przepięknie widać monastyr Varlaam, zawieszony na samotnej kolumnie skalnej, zdecydowanie najbardziej imponujący ze wszystkich. Docieramy do niego zacieniona ścieżka pod murami, mijając lokalne drzewce, aż do kolejnych setek schodów. Nie ma co narzekać - schody, a wcześniej drabiny, to nowoczesny wynalazek. Zanim je wybudowano, jedynym sposobem dotarcia do monastyrów było zostanie wciągniętym na koszu wolno wiszącym na linią zaczepionej do kołowrotu na wieży czy też dziedzińcu.
    Jak na szczyt dostawali się budowniczy kołowrotu, nie sposób powiedzieć.

    Pozostałe 22 monastyry oglądamy już tylko z oddali, bratając się z wszędobylskimi kotami, które uważnie monitorują wszystkie ścieżki, dziedzińce i parkingi, w oczekiwaniu na odrobinę zainteresowania, a co ważniejsze, poczęstunek.
    Read more