• Bezdroża i zaułki

    June 21 in Greece ⋅ ☀️ 22 °C

    Malowniczość: +100. Adrenalina:+500.
    Tak w skrócie można podsumować nawigację po Grecji z GPSem.
    Znacząco mniejszy współczynnik malowniczości wynika z wysokiego poziomu tła, przede wszystkim poza miastami (które, nawiasem mówiąc, są paskudne, trzymamy się więc od nich z daleka).

    Natomiast dla GPSa zarówno plątanina uliczek, jak i polne drogi stanowią algorytmową przeszkodę nie do pokonania. Jeśli przejeżdżając otrzesz sobie z obu stron lusterka, przewrócisz doniczkę, zrzucisz komuś pranie i wystraszysz kota, ale wg algorytmu zaoszczędzisz 20m, tak właśnie poprowadzi. Jeśli na polnej drodze, która miejscami jest, ale głównie jej nie ma, a do tego stworzona została zapewne przez traktory, nie ma ograniczenia prędkości, algorytm twierdzi, że tędy właśnie jest najkrócej i najwygodniej. Co ciekawe, zanim człowiek w pętli zadecyduje, że to nie był dobry pomysł, jest już za późno, i trzeba, z adrenaliną +500 i na szczęście rydwanem ubezpieczonym od wszystkiego, jechać dalej.

    Aż do zaskoczonego stada owieczek i równie zaskoczonych pasterzy, którzy przypatrują się z niedowierzaniem, jak gdyby właśnie zobaczyli UFO, ale grzecznie pozdrawiają, na wszelki wypadek (wiadomo, do szaleńców trzeba być na wszelki wypadek grzecznym).

    I tak 3km… aż do domku w ośrodku narciarskim :-) Kto i gdzie tutaj jeździ na nartach, trudno orzec, wyciągu nie znaleźliśmy. Jest za to cała wioska, prawie alpejska, z rozlicznymi domkami, sklepami narciarskimi, serwisami… to się nazywa optymizm w dobie globalnego ocieplenia :-). Jesteśmy w końcu na zawrotnej wysokości ~1000 mnpm.

    Pod nami Arachova, flagowy ośrodek narciarski-żeglarski, choć do morza, jak i do szczytów, równie daleko. Za to malowniczość już +300, w naszej ocenie.

    Zostawiamy Arachową za rufą rydwanu i pędzimy drogą szybkiego ruchu wśród gajów oliwnych, z widokiem na akwedukt i na morze, całe 50 km na godzinę (to w końcu nie droga polna, tu grecka drogówka zaleca ostrożność. W dodatku może na nas wyskoczyć dzik) w kierunku Peloponezu..

    Jeszcze przystanek, żeby złapać oddech po tym zapierającym w piersiach wyścigu, w Nafpaktos, nad brzegiem Cieśniny Korynckiej, przed obłędnym zawieszonym mostem, jednym z najdłuższych w Europie (choć z tym kwantyfikatorem to jak przy wodospadach, każdy jest naj…) i zdecydowanie nieprawdopodobnie malowniczym.

    Naupaktos, jak je drzewiej nazywali, położone strategicznie prawie jak Portsmouth, przechodziło z rąk do rąk od czasy wojen peloponeskich. Efekt - niezwykła architektura, port wenecki, zamek, łaźnie otomańskie, pomnik upamiętniający ostatnią bitwę galer wiosłowych i przegląd kafejek nad wybrzeżem i w podcieniach starych murów.

    Do zamku i łaźni niestety nie udaje się dotrzeć. Zapobiegając rozpuszczeniu się decydujemy podjechać rydwanem, i tu GPS polega całkiem na tarczy, plątanina uliczek + roboty drogowe inspirują algorytm do wysyłania nas w ciąg wąskich uliczek pod prąd (na szczęście nie tylko nas), każdy kolejny skręt w kierunku zamku zablokowany, aż w końcu na tarczy lądujemy i my, poddając się i wracając na drogę niezbyt szybkiego ruchu - ale za to z przepięknym mostem.

    +300 do malowniczości, adrenalina - 100 co najmniej, albo nawet mniej, w dzikim upale…
    Read more