Bukhara dzien drugi
12. maj, Usbekistan ⋅ 🌙 23 °C
Ten dzień będzie bardzo trudny do opisania, bo zobaczyliśmy tyle ciekawych, przesiąkniętych historią miejsc, że zwyczajnie nie da się oddać wszystkiego tak, jak na to zasługuje.
Naszym przewodnikiem był pan Zokhir – człowiek, którego energią można by spokojnie obdzielić kilka osób, a może i pół miasta. To właśnie on został bohaterem „Operacji Czapka dla Komandora”. Kiedy okazało się, że w wskazanym sklepie upragnionego modelu nie ma, rzucił tylko okiem na zdjęcie, pomyślał kilka sekund i z pewnością godną Sherlocka Holmesa oznajmił: „Znajdę”. I… znalazl.
Zaczęliśmy od Medresy Kukeldash, a zaraz potem odwiedziliśmy Medresę Nadir Divan Begi. Bukhara przez wieki była jednym z najważniejszych centrów nauki islamskiej. To tutaj studiowano matematykę, astronomię, medycynę i filozofię – trochę taki europejski średniowieczny uniwersytet, tylko z piękniejszymi kafelkami.
Przewija się tu też postać wielkiego astronoma i władcy – Ulugbeka, który zamiast podbijać świat mieczem, bardziej interesował się gwiazdami. Jego obserwacje astronomiczne wyprzedzały epokę o całe stulecia. Co prawda Ameryki nie odkrył(może tylko teoretycznie), ale gwiazdy liczył z dokładnością, której Europa długo mogła mu zazdrościć.
Na placu przy oazie Lab-i Hovuz stoi pomnik Hodży Nasreddina – lokalnego filozofa, spryciarza i dowcipnisia, trochę mieszanki naszego Janosika i Robin Hooda. To postać z legend i opowieści, która zwykle wygrywała nie siłą, a sprytem i humorem.
Jedną z najbardziej fascynujących rzeczy w Bucharze była religijna i kulturowa mieszanka. Przez wieki współistniały tu różne religie i narodowości – mówi się nawet o ponad stu grupach etnicznych żyjących obok siebie w całkiem niezłej zgodzie. Do dziś w ornamentach meczetów i medres można znaleźć symbole przypominające dawne wierzenia.
Ciekawostką były też niskie drzwi w wielu budowlach. Powody były co najmniej trzy: ekonomiczny – mniej drewna do budowy, praktyczny – łatwiej utrzymać temperaturę, i wychowawczy – każdy musiał lekko się ukłonić przy wejściu. Nawet jeśli ktoś miał ego wielkości pałacu emira, architektura szybko sprowadzała go do pionu.
Kolejne miejsca na naszej trasie to karawanseraj Sajfuddin, meczet Magoki Attori oraz grobowiec Khoja Ahmadi. Bukhara leżała na Jedwabnym Szlaku, więc przez miasto przewijały się karawany z całego świata. Miała aż 12 bram, odpowiadających głównym kierunkom handlowym. Otwierano je o świcie i zamykano o zachodzie słońca.
I tu ciekawostka: wielbłądy – czyli dawne odpowiedniki TIR-ów – po rozładunku zostawały poza miastem. Już wtedy wiedziano, że korki i parkowanie w centrum to zły pomysł.
Po zmroku przy miejskich bramach funkcjonował system przypominający hotelową recepcję. Trzeba było delikatnie zapukać trzy razy, wykonać ukłon i uiścić opłatę – monetą lub… czterdziestoma kamieniami, które później wykorzystywano do budowy dróg.
Podobno było tu aż 64 różne bazary, zwykle wyspecjalizowane w jednym rodzaju towaru. My przeszliśmy przez bazar Toqi Telpak Furushon – królestwo czapek i nakryć głowy – oraz bazar Abdulla Khan, bardziej ekskluzywną strefę dla bogatszych klientów.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie warsztat jedwabiu. Obsługa tradycyjnego krosna wymaga niemal nadludzkiej koordynacji: osiem pedałów obsługiwanych nogami w odpowiedniej sekwencji, ręce robiące coś zupełnie innego i wszystko zsynchronizowane niczym orkiestra. Jeden błąd i wzór może się rozsypać. Jeden metr jedwabnego szalika powstaje około czterech godzin – po czym człowiek przestaje się dziwić cenie.
Jeszcze większy szacunek budziły warsztaty ręcznie tkanych dywanów. Aby stworzyć 1 cm jedwabnego dywanu, potrzeba całego dnia pracy. Przy dywanach z wełny lub sierści tempo jest nieco szybsze – około 2 cm dziennie. Po czym człowiek przestaje pytać: „Dlaczego to takie drogie?”, a zaczyna myśleć: „Jak oni mają tyle cierpliwości?”.
Jednym z ostatnich punktów dnia był kompleks Poi Kalon z monumentalnym minaretem Kalon. Według legendy, gdy Dzingis-chan zobaczył wieżę podczas podboju Buchary, aż spadła mu czapka z głowy. Gdy schylił się, by ją podnieść, miał uznać to za znak szacunku i miał rozkazać oszczędzić minaret. Prawda czy legenda – minaret do dziś się nieźle prezentuje.
Następnie ruszyliśmy do Cytadeli Ark – ogromnej twierdzy i dawnej siedziby emirów. Wiele meczetów miało sprytnie ustawione kolumny, czasem asymetrycznie, aby poprawić akustykę i tworzyć efekt echa. Średniowieczna technologia audio – bez baterii i Bluetooth.
Na koniec kilka ciekawostek obyczajowych. Kobiece ozdoby bywały jednocześnie praktyczne – wisiorki mogły kryć pilniczki, małe nożyki czy przyrządy kosmetyczne. Smoczki dla dzieci wykonywano często ze srebra lub złota i wkładano do nich słodkie przysmaki.
Najbardziej zaskoczyła mnie jednak tradycyjna kołyska. Maluch był przypinany systemem pasów niczym mały astronauta, a zamiast pieluch stosowano bardzo pomysłowy system odprowadzania „spraw fizjologicznych” do specjalnego pojemnika pod kołyską – z różnymi rozwiązaniami dla chłopców i dziewczynek. I podobno działa to do dziś.Læs mere


































Rejsende
Piękne mozaikowe wzory i kolory 😍
Rejsende
👍🏾
Rejsende
😮