• Spotkanie z Drzewcami

    May 27 in the United States ⋅ ☁️ 4 °C

    Prognoza pogody zapowiada załamanie tejże, deszcz ze śniegiem i temperatury poniżej zera. Jak dobrze, że akurat na tę noc zatrzymaliśmy się w jurtach ;-).
    W porannej mgle góry wyglądają wyjątkowo magicznie, pożegnalna herbata smakuje wyśmienicie, zakładamy co się da w warstwach na siebie i już jesteśmy gotowi na podbój Parku Sekwoi.

    Zaczynamy od 1800 m n.p.m. i pniemy się we mgle i mżawce w górę. Pierwsze wrażenie jest dość niewinne, drzewa, owszem, spore, ale tu w Ameryce wszystko jest duże, więc może one tak mają po prostu. Na 2000 mżawka zamienia się w zmarznięty śnieg, malutkie kuleczki styropianu, tylko dużo, dużo twardsze. Las w tej temperaturze nie pachnie żywicą, tylko mgłą i dymem z rozpalonych ognisk. Ścieżka wąska na pół kroku wije się wśród sosen, jodeł, malutkich sekwoi, i zarośli rododendronów (w lecie, kiedy wszystkie zakwitną wrażenie musi być nieziemskie). I wreszcie - są. Aaaaaah, nieprawdopodobne. Jasne, widziało się je na zdjęciach, czytało w opisach, ale tak na żywo, to dosłownie zapierają dech w piersiach.
    Powiedzieć majestatyczne, to nic nie powiedzieć.
    Pnie jak spore wieże, korony toną w chmurach. U podstawy gigantyczne pnie rozszczepiają się, tworząc dziuple jak jaskinie i tunele. W dodatku sekwoje to drzewa towarzyskie - chętnie rosną w grupach, a i nawet zrastają się pniami, może za potrzeby serca, a może dla stabilizacji życiowej. Kora nosi ślady kolejnych pożarów (bo, tu lekkie zaskoczenie, sekwoje potrzebują regularnych pożarów żeby rosnąć i rozmnażać się). Inne rośliny w pobliżu (albo i nie) dosłownie płoną na ołtarzu rosnących gigantów.
    A po osiągnięciu dojrzałości (zajmuje im to bagatela 1500 lat) sekwoje przechodzą w tryb rozmnażania, i rozrzucają szyszki, które też potrzebują, żeby ogień roztopił żywicę, którą są posklejane.
    Nic dziwnego, że kiedy przywieziono pierścienie jednej ściętej na światową wystawę w Filadelfii w 1983, zostały okrzyknięte „kalifornijską ściemą”.

    Poranny start po raz kolejny procentuje; udało się zobaczyć korony generałów Granta i Shermana, tego drugiego to właściwie rzutem na taśmę.
    Podtrzymując tradycję Shenandoah, Trollveggen i trasy Transfogarskiej większość parku pokonujemy w tempie ślimaczym, podziwiając podstawy pni drzew spowite gęstą ciemną chmurą.

    Szkoda strzępić pióro, zdjęcia oddają klimat dużo lepiej.
    Read more