• Dolina Śmierci

    May 28 in the United States ⋅ ⛅ 23 °C

    Tu się nawet nie trzeba wysilać nad ciekawym tytułem wpisu, sama nazwa geograficzna brzmi wystarczająco zawadiacko :-). Do tego jest w pełni uprawniona - w lecie temperatura przekracza 50C, upał taki, że własny pot parzy, a słońce wysusza spojówki na piach (z relacji bezpośredniej znajomego Brytyjczyka, więc na pewno nie przesadzonej).
    Teraz późną wiosną jest przyjemne 29-30 stopni, w zasadzie relaks, w lecie ma się nadzieję, że tyle będzie przed świtem.

    Szlak prowadzi w głąb piaskowego kanionu, a przy wejściu witają nas sprzeczne drogowskazy: na pierwszym - opis szlaku o długości 6.4km, na drugim ostrzeżenie: temperatury ekstremalne, przebywanie na zewnątrz dłużej niż 10 min grozi śmiercią. Myślę, że nawet Usain Bolt tego nie pogodzi, zwłaszcza temperaturach ekstremalnych.

    Zakładamy, że groźba śmierci dotyczy pełni lata, wypełniamy plecak butelkami z wodą, i zanurzamy się w piaskowe korytarze.

    Niskie warstwy kanionu wyglądają jak hałdy piachu, zalanego wodą, i wysuszonego na słońcu, dopiero powyżej wyrastają z nich postrzępione formacje skalne. Im wyżej, tym jaśniejszy kolor piasku. Z ciepłożółtego przechodzi w kremowy, jasnożółty, by wreszcie przybrać kolor wypalonych słońcem kości. Może to kwestia klimatu doliny, ale skojarzenie nasuwa się intensywnie. Brakuje tylko krążących nad głowami sepów.
    Zaskakująca jest głucha cisza, żadnych szmerów, żadnych głosów zwierząt, nie ma nawet jaszczurek czy pająków. Słychać tylko stuk własnych stóp wybijających rytm w ubitym piachu.

    Że wzniesienia roztacza się widok na kilometry wydm i skał, nietrudno poczuć się naprawdę zagubionym, a pragnienie wzbiera od samego patrzenia na morze piasku. Tym bardziej zachwyca migocząca na horyzoncie tafla wody, ani chybi jeziora, czy może rzeki, trudno powiedzieć z tej odległości.

    Podobnie jak pierwsi zdobywcy doliny podążamy jak ćmy do migoczącej tafli, i podobnie jak oni z zaskoczeniem i niejakim zawodem stajemy u brzegu pustyni solnej (choć nasze rozczarowanie jest temperowane chlupoczącą w butelkach wodą, a rozpościerający się przed nami przestwór soli robi gigantyczne wrażenie). Podobno w większości jest to sól kuchenna, ale nie mamy śmiałości skosztować, zwłaszcza, że sól jest ubita setkami butów przechadzających się po pustyni.

    Ale tutejsza pustynia to nie tylko oślepiająca biel soli, jaskrawa biel kości, czy piaskowe złoto. Wulkaniczne minerały w skałach wystawione na pastwę żywiołów utlenione zostały w zupełnie nieprawdopodobne kolory, od zieleni przez róże do bladych fioletów. Choć przejeżdżamy przez tą część doliny w pełnym słońcu, zamiast o rekomendowanym świcie czy zachodzie słońca, Paleta Artysty w pełni zasługuje na swoją nazwę, zaskakując i rozbudzając zachwyt do krajobrazów pustynnych.

    A w drodze powrotnej z niepokojem przyglądamy się czarnym chmurom, które najwyraźniej dogoniły nas znad Sierry, i zastanawiamy się jaki, oprócz umierania z godnością, jest protokół zachowania w razie błyskawicznej powodzi.
    Read more