• Spacer nocny i spacer dzienny

    October 6 in Portugal ⛅ 19 °C

    A oba nad Atlantykiem :-).

    Ale zanim do spacerów dojdziemy…

    Madera to tytułowe akwedukty (lewady) i wzmocnione wino, a także klify, baseny w zagłębieniach lawy, bajkowe miasteczko Funchal ( wymowa fun - ciao :-)), wędrówka trasą górską z jednego końca wyspy na drugi (z zachodu na wschód, albo jeśli ktoś woli, z północy na południe, obie przecinające się okolicy najwyższego szczytu Pico Ruivo i oczywiście wybrzeże Atlantyku. Całe 150 km. Zatoczki i groty wzdłuż wybrzeża. Delfiny i wieloryby. A także jeden z 13 (????) najpiękniejszych ogrodów botanicznych na świecie, do którego dociera się kolejką linową. Trasa 25 źródeł ( i wodospadów). Wodospad spadający prosto na szosę biegnącą wzdłuż wybrzeża. Unikalne, wiecznie zielone i mgliste lasy wawrzynowe. A my przyjechaliśmy tu tylko na 5 dni….

    Będzie intensywnie :-). Ale na wstępny wieczór tylko spacer nad oceanem, i po najbliższych uliczkach, tętniących życiem mimo późnej pory. Trudno się dziwić - balsamiczne 25•C, wiatru w zasadzie nie ma, łódki spokojnie kołyszą się na wodzie obiecując przygodę, kelnerzy zapraszają do barów, tawern, pijalni soku, winiarni, piwiarni i restauracji. Pachnie morzem i grillowaną rybą. A nad oceanem zbierają się ciemne, deszczowe chmury. Zaraz, zaraz. Podobno na Maderze rzadko pada deszcz?? Czyżby to właśnie na naszą cześć?
    Tak czy inaczej, będzie intensywnie :-).

    Dzień wita nas pełnym słońcem :-). I cudownie, bo w planie jest oglądanie delfinów i wielorybów o poranku. Najpierw tylko wyspowe śniadanie (a menu śniadaniowe jest bardzo bogate), kremy przeciwsłoneczne i kapelusze, i już jesteśmy gotowi na podbój oceanu (przybrzeżnego).

    My jesteśmy gotowi, ale łódka nie… najpierw nie możemy jej namierzyć - przebiegamy nabrzeże tam i z powrotem wytężając wzrok, co jest wysiłkiem dość płonnym, jako, że łodzi stoi setki, a my nie wiemy jak się nasza nazywa. My biegamy, a pogoda się zmienia, warstwa chmur nad wzgórzami coraz grubsza, coraz ciemniejsza. Może dzięki ochłodzeniu w końcu zmieniamy strategię i odnajdujemy właściwą budkę firmy od łódki. Po przeciwnej stronie mariny. Tyle, że pustą. Uruchamiamy nasze umiejętności zwiadowcze, i nie tylko udaje się nam poznać nazwę łódki (Gaviao), imię właścicielki (Ann), lokalizację łódki, (po przeciwnej stronie mariny), ale też skontaktować z właścicielką. Która biega wzdłuż mariny ze zwrotem przeciwnym, w poszukiwaniu nas ;-).
    Okazuje się, że nasz rejs został odwołany, o czym powiadomiono nas mailem, którego nie dostaliśmy. My przepraszamy, że jesteśmy późno, i że nie dostaliśmy maila. Ann przeprasza, że musi odwołać, i że nie dostaliśmy maila. Po 15 minutach wzajemnego przepraszania się ustalamy, że można wyprawę przełożyć na popołudnie.

    Wszystko dobre, co się dobrze kończy :-). Delfiny zaczekają, może deszcz przejdzie (bo czarne chmury przedarły się już przez szczyty wzgórz nad Funchal, i kapelusz dawno stał się całkowicie zbędny), a my wracamy, już w tempie turystycznym, spacerem wzdłuż wybrzeża.
    Przed nami fort z 1600 roku, malownicze uliczki zastawione autami parkującymi wśród donic z kwiatami, palmy, i kolorowe małe domki, które może i są w stanie lekkiego rozpadu, ale za to wyrażają artyzm w grafitti na każdych drzwiach.
    Witaj Madero!
    Read more