Flora i fauna Madery
October 7 in Portugal
⛅ 20 °C
A może Funchal??
Tak czy inaczej, zmieniamy plan dnia (jest to zdecydowana zaleta, może w zasadzie jedyna, planowania na gorąco) i po krótkiej dyskusji (spacer czy gondola) wyjeżdżamy na szczyt Monte (600 m przewyższenia, == 600 m n.p.m.) gondolką. Zamiast zalanej słońcem panoramy zalewają nas potoki deszczu i mgły; na pewno jest to wyjątkowe doświadczenie na Maderze.
I zaraz na wstępie zagwozdka. Bo ogrodów botanicznych są dwie sztuki. I jak tu wybrać, który jest tym jednym z 13 najpiękniejszych na świecie. Internet z pomocą AI upiera się, że ogród tropikalny jest bardziej spektakularny, więc mimo solidnych podejrzeń, że chodziło o ten drugi, wybieramy tropiki. Do osądzenia przez tych, którzy przyjdą po nas zostawiamy, czy słusznie.
Pogoda zdecydowanie pasuje do ogrodu tropikalnego, takiego z lasu deszczowego. Ciepło (27•C, parno, i kapie - albo z nieba, albo z liści). Trochę jak w dżungli w Peru - dużo chaszczy, wielkie drzewa, trochę kwiatów. Ogród wygrywa spektakularność raczej położeniem, i obszarem, niż różnorodnością roślin. Przeważają palmy (trzeba przyznać, różne rodzaje, głównie mające różne pnie), trochę wawrzynów (olbrzymie, nie mieszczą się w obiektywie), oliwki - ponad tysiącletnie, z pniami o średnicy ponad metr, podobno sadzone przez Rzymian (?? Rzymian tu nigdy nie było), sekwoje (?????), i australijskie drzewa paprociowe. Które wyglądają jak palmy, i dopiero jak się człowiek przyjrzy, to widzi, że korona jest z paproci, a nie liści palmowych.
Z fauny są karpie, piękne, dorodne, i kolorowe, jedna kaczka, dwa łabędzie, stado flamingów i wyłysiałe, chore pawie zamknięte w ptaszarni (podobno dlatego, że chore. Ale być może chore, dlatego, że zamknięte).
Wrażenie na pewno poprawia malowniczość krajobrazu, obłędny widok na ocean, i aranżacje kulturowe - a to ogród japoński (i wystawa tematyczna „Przygody Portugalczyków w Japonii”, a to szlak rzeźb z Zimbabwe. No i absolutnie rewelacyjna, choć nieduża, wystawa minerałów (głównie z Brazylii (???)).
Ogólnie lekko sen pijanego artysty, albo encyklopedia kolonializmu, ale spacer całkiem sympatyczny. W podsumowaniu - warto zobaczyć (chyba, że jednak wybór pada na 1 z 13, bo to raczej nie ten).
Kompromisowy spacer odbywamy w dół, i zdecydowanie jest to wybór poprawny (jest jeden, jeszcze lepszy, wrócić gondolką). Droga z tych 600 n.p.m. prowadzi w dół, prosto jak strzelił, dystans 2.5km. Można sobie łatwo nachylenie obliczyć, dla tych, którym się nie chce, podsumuję: bardzo, bardzo stromo. Tak, że ma się wrażenie, że nogi zaraz spod człowieka uciekną, i potem już będzie tylko turlikanie z górki na pazurki, bez szansy na zatrzymanie przed oceanem. I spektakularne plum na koniec. Koniec wieczysty.
Udaje się nam na szczęście utrzymać we względnym pionie, i na zakończenie dnia ruszamy jachtem szukać fauny morskiej, konkretnie delfinów i wielorybów, jak obiecują foldery i szyldy wszystkich przewoźników wzdłuż nabrzeża.
Nasz kapitan co prawda zastrzega, że jedne i drugie to dzikie zwierzątka, i albo będą, albo nie, i na wszelki wypadek poi nas wzmocnionym winem, pewnie, żeby utrzymać w dobrym nastroju. I tak jest cudownie, chmury kłębią się nad wzgórzami, a nad morzem pełne słońce, gładka tafla ocenami, delikatna bryza (tak delikatna, że grot został rozstawiony tylko pro forma). Pełny błogostan. I nagle - są. Jedne i drugie. Wieloryby i delfiny. Razem, choć to się w zasadzie podobno nie zdarza (ale to przyjmujemy ze szczyptą soli, bo załoga opowiada nam że te wieloryby (pilot whales) są tylko tu, koło Madery, i nigdzie indziej na świecie. 1 gatunek o liczebności ~150 sztuk.). Potem odczytujemy, jak to z nimi naprawdę jest (po pierwsze pilot whales to są delfiny, tylko duże. Po drugie te koło Madery rzeczywiście są prawie udomowione, i nigdzie się stąd nie ruszają, ale co roku przypływają do nich w gości inne z całego świata. Reszta gatunku :-D. No i pojedyncze młode osobniki czasem wypuszczają się na Kanary, przenosząc ładunek genetyczny, jak do przerwania gatunku trzeba.
Ale to później. Na razie zachwycamy się bliskością zwierzątek, przodujemy uchwycić je w obiektywie, próbujemy rozpoznać, które są które (po płetwach grzbietowych, bo reszty prawie nie widać. Magiczne 15 min, warte całego dnia polowania :-).
A potem już tylko kąpiel w Atlantyku (woda ma jakieś 24•C, pełny luksus, zupełnie niesamowite!). Powrót przy zachodzącym słońcu. Więcej Madeiry na uczczenie delfinów. I główki portu, oświetlone milionem światełek na wzgórzach, i port wypełniony melodią z gitar, grających gdzieś na brzegu.Read more


























TravelerThe description alone makes you want to go there. I love how the polak men carry the bag, I need to train Mr C!!!
4 x 8 nog🥰