Z górki na pazurki
October 11 in Portugal
☁️ 15 °C
Budzimy się przed świtem. W sam raz, żeby podziwiać twardzieli, którzy ruszają na szczyt oglądać wschód słońca. I w zasadzie bez poczucia winy, przewracamy się na drugi bok - przed nami i tak dzień wyczynowy.
Już od wczoraj słyszymy, za każdym razem, kiedy prezentujemy dzisiejszą marszrutę, „do Ilhy? Uuuuu, to będzie stromo. Baaaaardzo stromo. Na pewno czujecie się na siłach??”. Więc trochę z duszą na ramieniu sprawdzamy osprzęt, plecaki, kolana, biodra i decydujemy jednak wygodnie dospać ile się da.
Zwłaszcza, że przed uuuu jak stromym zejściem, chcemy jeszcze zdobyć Pico Ruivo, z nastawieniem na słoneczną panoramę. I rzeczywiście. Słońce praży od rana, chmurki - obłoczki leniwie przetaczają się po niebie, gęste deszczowe chmury dopiero zbierają się nad oceanem, a mgły jeszcze śpią w dolinach.
Z okna roztacza się obłędny widok na centralny masyw Madery (nie mylić z masywem centralnym we Francji :-) Google myli…), wulkaniczne, czarne skały, sterczące poszarpanym grzbietem w niebo, które dziś będziemy oglądać w każdym ujęciu.
Droga na Pico Ruivo ze schroniska, a właściwie z parkingu pod schroniskiem, gdzie po raz pierwszy i jedyny sprawdzają skrupulatnie przez nas wykupione bilety (osobne na każdy odcinek szlaku, z dokładną do 30 min godzina wejścia na szlak -!!!- czysty idiotyzm, kiedy trasa łączy kilka odcinków), prowadzi oczywiście bulwarem.
Ale, potrzymaj mi maderę, bardzo szybko udaje się nam znaleźć odbicie w bok, które choć nieoznaczone, wyraźnie rozpoczyna ciekawszy szlak. Dodatkowo do Pico Ruivo zdobywamy więc bezimienny szczyt, mijając po drodze myśliwego ze strzelbą i psem ( jak jest po portugalsku „nie jestem dzikiem”???) - trudno wyczuć, na co polującego, bo ze zwierzyny są tu wyłącznie miniaturowe jaszczurki i ptaszki w porywach wielkości wróbli. Na samym szczycie mija nas także szalony biegacz, potwierdzający, że tak, tędy właśnie też prowadzi szlak, i znikający za załomem, gdzie wita nas via ferrata. Szczątków biegacza nie namierzyliśmy, chyba więc dotarł bezpiecznie do celu.
A na Pico Ruivo oczywiście tłum (tu widać potrzebę wejścia obiletowanego), przepiękna panorama, widok na grzbiet centralnego masywu w unoszących się chmurach, i na naszą wczorajszą trasę.
Wzmaga się wiatr, chmury nadchodzą, zaczynamy więc nasze uuuuuu, jak strome zejście.
I co tu dużo mówić - mieli rację. Czy po otwartym zboczu w paprociach i skrzypach, czy przez ciemny, nastrojowy las z powykręcanymi drzewami, czy przez skalny wąwóz, czy przez lewady, całkiem zarośnięte paprociami, że ścieżka tylko właściwie hipotetyczną, do których kierują nas przewodnicy z przypadkowo napotkanego klubu górskiego, jest stromo. Nieustannie, bez chwili oddechu, bez wypłaszczenia. Z górki na pazurki, ślizgając się po błocie, liściach, kamieniach, korzeniach, a na koniec przez moment, chyba najbardziej,po drodze betonowej przykrytej cienką warstwą błota. Jest bardziej śliska niż lodowisko, a do tego pochyla… Klub górski nie tylko wskazał przyjemniejszą drogę, ale zapewne uratował nas przed skomplikowanymi złamaniami…
I to już koniec. Na trzęsących się jak galareta nogach zamawiamy bolta (kontynuacja opcji taxi + wędrówka), i wracamy na południe wyspy, na ostatni wieczór nad oceanem, z obiadem w lokalnej restauracji i wzmocnionym winem.
Żegnaj Madero, jeszcze tu wrócimy!Read more






















TravelerThankyou for documenting Maderia, stunning scenery but oh so dangerous 😳
TravelerWonderful trek fabulous views and great photos ❤️
4 x 8 nogThank you Both!!🤩