• Szlaki otwarte, szlaki zamknięte

    October 10 in Portugal ⛅ 13 °C

    Ci, którzy czytają uważnie, pewnie zauważyli, że nasza wczorajsza trasa prowadziła cały czas w dół. Dokładniej, z Bica da Cana, 1600 m n.p.m. do Encumeada, 900 m n.p.m. A jak wiadomo, w górach jeśli się zeszło, to potem trzeba się wspinać… na 1850 m n.p.m., ale dla utrudnienia, nie z 900 tylko z 519 m n.p.m.

    Te dodatkowe 400 metrów to niekoniecznie dla sportu, ale z powodu zamknięcia części szlaku :-(. Nie tylko zaburzyło to nasz plan przejścia drogi od wybrzeża do wybrzeża, ale wymogło na nas połączenie wędrówki z przejażdżką - musimy przemieścić się taksówką do Cantinho do Urzal, skąd zaczyna się PR2, kolejna bardzo malownicza, ale też i bardzo stroma, trasa. Mijamy więc po raz kolejny Sao Vincente, i wspinamy się przez urokliwą Boaventurę do Canthino. Słońce pięknie przygrzewa, po uliczce przechadzają się bardzo zaaferowane koty, tropiące lokalną zwierzynę (zapewne jaszczurki), a my wyruszamy w drogę.

    Od razu pod górę, bez żadnej rozgrzewki, tzn rozgrzewamy się w zasadzie błyskawicznie, mijamy uprawy winorośli nad wsią, i zanurzamy się w las. Znowu ciemno, znowu tajemniczo, może lekko mniej mokro niż wczoraj, ale na pewno upiornie duszno. Noga za nogą, bez chwili wytchnienia, metr za metrem w górę. Omszałe drzewa, pnącza, paprocie, są nawet olbrzymie skrzypy. Omszałe są również skalne zbocza, i schody, wykute dla ułatwienia, czy też utrudnienia wędrówki.

    Wreszcie, po 5 km, docieramy na przełęcz, gdzie łączą się cztery szlaki, łącznie z tym zamkniętym, otwiera się widok szczytów na południe, a szlak prowadzi dużo bardziej odsłoniętym zboczem. Krajobraz jest zupełnie niesamowity, nie tylko przez przetaczające się nad nami, i przez nas, chmury, nie tylko przez sterczące kikuty spalonych drzew, ewidentnie świadków gigantycznego pożaru, ale same formy skalne są całkowicie fantastyczne. Wierzchołki układające się w potwora z Loch Ness, gigantyczne piramidy z naturalnymi tarasami, całe płachty zboczy pokryte jednolitym dywanem porostów, gładkich jak obrus, a do tego wulkaniczne ściany, wyglądające całkowicie jak zrobione przez człowieka, o długości niekiedy kilkudziesięciu metrów - pełna rewelacja.

    Samo Pico Ruivo spowite jest gęsta mgła, zostawiamy więc ostatnie 100 metrów wspinaczki na jutro, z nadzieją na słoneczną panoramę, z horyzontem wytyczonym oceanem opływającym Maderę.

    Przy Pico też gwałtownie zmienia się zagęszczenie populacji - od rana na szlaku spotkaliśmy może z 10 osób, z czego 7 na skrzyżowaniu szlaków, a tu nagle tłumy jak na Krupówkach. Szlak też jest dostosowany do popularności, zamiast śliskich ścieżek w błocie po kostki, przykrytych warstwą rozkładających się liści, brukowana ścieżka, może nie za szeroka, ale na pewno dużo wygodniejsza :-). My na szczęście tym bulwarem mamy tylko kilometr, do schroniska, przed którym jak się okazuje wybudowano słusznej wielkości parking, w chwili obecnej wypełniony taksówkami, czekającymi na zdrożonych turystów. Może to jest forma turystyczna, typowa dla Madery? Taxi- wędrówki??
    Read more