• Z wizytą u Zeusa

    June 16 in Greece ⋅ ☁️ 15 °C

    Zdobywać Olimp z przewodnikiem czy bez przewodnika, o to jest pytanie. Przeglądamy relacje, reportaże, zdania uczonych są podzielone, z wyjątkiem stron agencji turystycznych, ale przekonują nas zdjęcia. Ostatni odcinek, prawie godzinne podejście na Mytikas, najwyższy szczyt Olimpu, i Grecji, wygląda zdecydowanie wyczynowo, i raczej średnio bezpiecznie wybierać się tam bez asekuracji. Sprzętu nie mamy, zatem : przewodnik.

    Tassosa spotykamy wieczorem w schronisku, i zarządza wyjście o 6:30 rano. Nasz ko-wiec się cieszy, wreszcie znalazł bratnią duszę. Cóż, przynajmniej 1/3 ekipy jest zadowolona.
    Może i jest w tym jakaś racja, bo prognoza zapowiada załamanie pogody i deszcz, a nawet ryzyko burzy popołudniu, a zdecydowanie nie chcemy poddać wyprawy pogodowym walkowerem. Tassos co prawda mówi, że będzie pięknie, trzeba brać krem z filtrem i okulary, bierzemy więc oczywiście wszystko.

    Świt jest zdecydowanie piękny, i wynagradza wczesną porę, ale chmury przychylają się raczej do zdania pogodynki, niż przewodnika. Nie ma czasu na zbędne dyskusje, tu macie uprząż, tu macie kaski, ruszamy. Tassos przypomina borsuka, ale po szlaku pomyka jak gazela. Spogląda tylko co i rusz przez ramię, czy nadążamy, po czwartym razie pyta lekko zaskoczony czy nie za szybko, ale trafiła kosa na kamień. Przemy pod górę, tylko co jakiś czas jedno z nas zatrzymuje się na chwilę by na zdjęciu coś uchwycić. Słońce nad morzem Egejskim nieustannie piękne. Tassos zaskoczony, ale zaczyna patrzeć na nas z lekkim szacunkiem. Dostajemy tytuły Ej, Vojtek, my lady i young lady. Hmmmm. Nie jestem do końca pewna jak się czuję z tym, że to nie ja jestem young lady, ale przynajmniej “my”… mogło być gorzej.
    Nagle Tassos zwalnia, pokazuje żeby być cicho - a przed nami zza załomu skały wychodzą kozice. Zupełnie nie przejmują się naszym całkiem niemym zachwytem, i spokojnie przeżuwają resztki starej, zeszłorocznej trawy. No dobrze, może było warto wstać przed świtem.
    Bardzo zadowoleni z siebie idziemy dalej, aż do momentu kiedy spotykamy kilka osób … schodzących ze szczytu. Co za bezczelność!!

    Olimp ma wg naszego przewodnika nie 52 ale 55 wierzchołków, nie za bardzo wiemy co zrobić z tą informacją. My wspinamy się na pewno na dwa: Skala (2866 mnpm), z której wychodzi się na Mytikas (to ten ambitny, najwyższy, 2918 mnpm i Skolio, taki bardziej spacerowy, 13 m niższy) no i właśnie Mytikas.

    Na Skali zmienia się nie tylko profil wycieczki, ale też pogoda, już na podejściu uderza w nas całkiem rześki wiatr, chętnie zakładamy więc nie tylko uprzęże i kaski, ale też wszystkie warstwy które tu ofiarnie przynieśliśmy.

    A z względnie wygodnej, choć chrzęszczącej pod nogami trasy, przechodzimy ostro w dół na rumowisko skalne, gdzie nie tylko ścieżki jako takiej nie ma, to jeszcze pod każdym krokiem rumowisko może się usunąć. Stromo w dół. W jedną z przepaści. Albo na jedną z obłędnych, potrzaskanych form skalnych. Albo dla odmiany na język lodowca.

    Tassos związał nas liną, nie wiadomo w zasadzie po co, bo oprócz tego, że do siebie, i Tassosa, nie jesteśmy przypięci do niczego. Za to nadaje rytm schodzenia, i pokazuje które kamienie wybierać, i jak przeprawiać się przez rumowisko. Gratulujemy sobie decyzji, tu się może i da samodzielnie, ale błędny krok może naprawdę dużo kosztować.

    Najpierw stromo w dół. Potem stromo w górę. Potem trzeba się wspiąć wąskim żlebem wśród kamiennych kolumn. Potem via ferrata stromo w dół. I już tylko ostro pod górę, po ostatniej ściance - tu nawet jesteśmy przypinani do uchwytów :-). A Tassos nie daje złapać oddechu, prowadzi dalej jak gazela, a my chcąc nie chcąc za nim, bo lina trzyma na krótko…

    I jesteśmy. Mytikas i panorama w całej krasie. Tron Zeusa i 12 bogów, Płaskowyż Muz, i oczywiście Morze Śródziemne. I flaga grecka na wszelki wypadek metalowa. Pięknie jest. A w oddali słychać grzmot - czy to Zeus, czy przepowiadana burza, trudno stwierdzić, na szczęście na tyle daleko, że można się z niego śmiać.

    Jesteśmy przez długą chwilę całkiem sami - aż za nami docierają trzy kolejne ekipy, na lekko, bez asekuracji i bez przewodników, choć jedna w kaskach. Dwie z nich to Polacy - czyżby w nas duch narodowy zginął??

    Zdobycie szczytu to dopiero połowa sukcesu. Teraz trzeba po tym rumowisku przedrzeć się z powrotem - w dół, w górę, via ferrata, w dół, i znowu dluuugo w górę. Zwycięstwo!

    Tassos pyta czy wracamy, a my na to, że tak po prawdzie, to my jeszcze chętnie na Skolio. A potem dookoła kotła przez Agios Antonios (2816) i przez Stavraities (2616). Tassos patrzy się na nas lekko podejrzliwie, ale mówi krótko - no to idziemy. I rusza galopkiem.

    To rumakowanie trochę się mści na ostatnich kilometrach, kiedy każdy krok jest okupiony bólem kolan i bioder, nawet w przypadku young lady. W schronisku meldujemy się pół godziny po południu… słońce praży, nad Mytikas zbierają się chmury. A właścicielka schroniska gratuluję - podobno całkiem nieźle sobie poradziliście :-). Dzięki, Tassos.
    Read more