Spain
Colmenar Viejo

Here you’ll find travel reports about Colmenar Viejo. Discover travel destinations in Spain of travelers writing a travel blog on FindPenguins.

3 travelers at this place:

  • Day2

    1 Colmenar Viejo 45km

    July 24, 2017 in Spain

    the last part was bad - I was tired and thirsty and the centre of the town on a steep slope, the hotel even farther away. I bought some drinks in the first shop : beer, big water, 1l orange juice, coke (but f... sin coffeine - it looks nearly like normal coke, except a small brown bar. Nowadays there are so many kind of coke and the good healthy classic coke dies away and you have to search it in the shop with a magnifier).
    The town (el=800m) is full of storks, at least 100, some of them (20?) nested on the church, a=some on the trees or other buildings. The hotel was nice, I've got a big room (44e), and after some rest I took a bath, then I rested again - I couldn't move. But otherwise I'm fine except of one blister.
    Read more

  • Day2

    1 Tres Cantos 33km

    July 24, 2017 in Spain

    At about 4pm I've arrived at my planed destination Tres Cantos. Unfortunately all 6 Hotels were full !! So I've tried to book anything nearby over the internet and get one of the 3 last rooms in hotel Chiscon in the next town, but it ment another 12km walking (after 33km today). I had a linner (beer+salad+beer) and went slowly further.

  • Aug7

    Znikający pies (Colmenar Viejo)

    August 7, 2016 in Spain

    Drodze de Colmenar Viejo towarzyszy mi pies. Choć, jak wkrótce się okaże, jego obecność jest dość ulotna.

    Pojawił się gdzieś na wysokości Fuencarral, nowowybudowanej dzielnicy mieszkaniowej na północnych obrzeżach Madrytu. Mniej więcej 15-20 minut po przejściu pod obwodnicą M-40, w porze przed świtem, kiedy już jest w miarę jasno, ale kolory nie nabrały jeszcze soczystości (oczywiście w takiej mierze, w jakiej można się jej spodziewać po przepalonej, sierpniowej, hiszpańskiej trawie), moim oczom ukazał się dość niespodziewany widok… Po prawdzie pierwsze wrażenie nie miało w sobie wcale nic z zaskoczenia. Mówimy wszak o porze, w której mało co jest w stanie zaskoczyć nieprzebudzony umysł – z wyjątkiem oczywistości. One wówczas okazują się w wysokim stanie podejrzane. Jakby te pierwsze minuty (godziny – w zależności od umysłu) rządziły się jeszcze logiką snu, godzącego się na fantazję i przeczącego powszedniości.

    Parę metrów ode na lewo, na spłachetku pola, który po baczniejsze obserwacji okazał się otoczony siatką, stał pies. Żaden kundel czy półdziki stróż, jakich wiele można spotkać w Galicji i ze względu na które nocny marsz nawet z latarką i kijem w ręku może kończyć się zakładaniem szwów lub, w najlepszym razie, przymusowym nadrabianiem drogi. Pies jak najbardziej rasowy, szlachetny, domowy. Na oko psiego analfabety bliższy czy dalszy kuzyn sznaucera.

    Nie szczeka. Podskakuje w miejscu. Wpatruje się we mnie zza siatki, ale nie podąża moim śladem.

    Po chwili dopiero uderza mnie jego nie-na-miejscość. W promieniu kilkuset metrów nie ma nikogo poza nami. Wokół nie widać żadnego domu, a ogrodzony teren jest kawałkiem pustych zarośli. Na dobrą sprawę można zadać sobie pytanie, po co ktoś ogrodził pusty skrawek łąki, niczym nie wyróżniający się ze swego otoczenia. Samotny rasowy pies w pośrodku ogrodzonej łąki… Ale jestem już kilkaset metrów dalej, jak psa słychać nie było, tak nie słychać, a cień krzaków zasłonił już kontury jego sylwetki i poza pamięcią nie dysponuję żadnym dowodem, że kiedykolwiek istniał.

    Powraca po paru minutach. Patrzy na mnie ze słupa, z szarej fotografii. Nie zatrzymuję się jednak i idę dalej. Za kilka minut pojawia się po raz kolejny. Tym razem przystaję i czytam, że zatroskani właściciele poszukują go. Zostawiają nawet numery telefonów i obiecują nagrodę. 1000 euro. Teraz wiem coś więcej, ale gdzie tam będę dzwonił?

    Przez najbliższą godzinę w regularnych odstępach czasu spotykam około 15 psich klonów. Kilka z nich w wersji kolorowej. W zasadzie czemu nie miałbym zadzwonić? Mam telefon. Czy to aby na pewno ten pies? Czy ogłoszenie jest aktualne? Byłoby bestialstwem zostawić zagubionego rasowca, który być może dobrze prezentowałby się na przystrzyżonym, zieloniutkim trawniku (pomimo piekących upałów), ale nie gdzieś w chaszczach. Z drugiej strony jeszcze chyba za wcześnie, żeby dzwonić w niedzielę. A jeśli i tak nie śpią, martwiąc się o psa? W końcu decyduję się na jeden telefon po ósmej.

    – Dzień dobry. Przepraszam za wczesną porę. Widziałem Państwa ogłoszenie. Nadal szukają Państwo psa?

    – Tak. Znalazł Pan naszą suczkę?

    – Nie wiem, czy znalazłem i nie wiem, czy to suczka, ale widziałem psa (albo suczkę) w dziwnym miejscu, o dziwnej porze, przypominającego (przypominającą) tego (tę) z fotografii. Tylko jak tu opisać to miejsce? Będzie trochę trudno. Proszę znaleźć w internecie szlak Santiago z Madrytu. Przecina Fuencarral i jakieś 15-20 minut po przejściu pod autostradą (zależy, jakie kto ma tempo, może dla Państwa to będzie pół godziny), są takie ogrodzone zarośla po lewej. Więc jeśli jakoś to Państwo pomoże, to życzę szczęścia.

    Więcej powiedzieć nie mogę. Spokojny spełnioną powinnością idę dalej.

    Idę, ale pies wcale mnie nie zostawia. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Przemyka między paciorkami różańca, przegania myśli, łasi się między jednym a drugim pociągnięciem wody z bukłaka.

    To w zasadzie normalne, że obiecuje się nagrody. Ale 1000 euro? To chyba dużo. Jasne, że dla rodziny pies wart jest więcej. (Pomijając sentymenty, ile kosztuje pies w Hiszpanii?) Z drugiej strony, czy za oczywistą pomoc można oczekiwać pieniędzy? I już zaczynam planować, komu mógłbym je dać, na jaki szlachetny cel przeznaczyć. Przebiegam w myślach intencje do modlitwy i nawet jedna bardzo by z taką psią nagrodą korespondowała. Byłby to cud spełnionej modlitwy od razu pierwszego dnia pielgrzymki.

    Właściciele wydzwaniają z prośbami o doprecyzowanie miejsca. Ale cóż dodać mogę? Mogę powtórzyć to, co już powiedziałem. Z każdym kolejnym pytaniem i każdą kolejną godziną utwierdzam się w tym, że pies chyba jednak nie pozwolił się odnaleźć. Był to on czy nie? Przegonił go żar słońca? Znalazł dziurę w siatce i pobiegł dalej?

    Tuż przed Colmenar Viejo widzę go (jak się potem okaże) po raz ostatni. Na szlaku kolejnego dnia właściciele już nie rozlepili ogłoszeń. Obraca się obrażony i chyłkiem wycofuje się z moich myśli. Pies, którego byciem jest znikanie.
    Read more

You might also know this place by the following names:

Colmenar Viejo, كولمينار فيجو, קולמנאר וייחו, Кольменар-Вьехо, Кольменар-Вєхо, 科尔梅纳尔维耶霍

Join us:

FindPenguins for iOS FindPenguins for Android

Sign up now