• Dominik
  • Dominik

Camino Frances 2014

Una aventura de 12 días de Dominik Leer más
  • Inicio del viaje
    3 de junio de 2014
  • ... in Villar de Mazarife

    3 de junio de 2014, España ⋅ ☀️ 18 °C

    Pierwszy dzień i pierwszy nocleg. Ruszamy ze schroniska parę chwilę po brzasku, śpiewając na całe miasto Kiedy ranne wstają zorze i O Pani, ufność nasza. Wybaczcie nam leonici! W następnie dni będziemy już spokojniejsi (czytać zbyt zmęczeni, żeby porywać się na takie koncerty).
    Pierwsza godzina to prawdziwy test naszych motywacji. Idziemy przez miasto, potem tereny przemysłowe - nic, absolutnie nic z klimatu camino, którym żeśmy się zaczarowywali przez miesiące przygotowań. Jednak po pierwszym postoju przy dominikańskim sanktuarium Virgen del camino schodzimy wreszcie na pola. Wprawdzie w niedalekiej odległości wciąż ekspresówka, ale nam to wystarczy.
    Pierwszy postój w Villar de Mazarife - małej wiosce na bocznej odnodze głównego szlaku. Nazywamy nasze lokum hacjendą. Pierwszy i ostatni raz nasi gospodarze postanawiają uhonorować naszą grupę oddzielnym pomieszczeniem - śpimy w domku w ogrodzie - akurat na naszą ilość. Popołudnie spędzamy na błogim nic-nie-robieniu. Za krótko jeszcze, by mieć po czym odpoczywać, więc gdy tylko żar słoneczny opada, zaczynamy tańce na trawie. Następny raz znajdziemy na to siły dopiero w Santiago.
    Leer más

  • ... in Astorga

    4 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 15 °C

    Jeśli do tej pory ktoś miał wątpliwości co do sensowności zabierania ciepłych ubrań na wakacje w Hiszpanii, pierwsze 2 godziny marszu skutecznie z nich leczą. Jest naprawdę zimno, a do tego wieje wiatr. Z utęsknieniem czekamy na słońce. Do tego po raz pierwszy boleśnie konfrontujemy się z brutalną prawdą, że wioska na szlaku wcale nie oznacza otwartego sklepu/baru przed 8 rano. Zagryzamy resztki prowiantu z poprzedniego dnia i, nie zwlekając dłużej, ruszamy do Hospital de Orbigo, gdzie czekają już na nas kanapki i gorąca kawa.
    Niezapomniany moment - zejście w stronę Astorgi. Ten punkt, w którym po raz pierwszy widać miasto. Wszyscy się tu zatrzymują, aby rozkoszować się tą chwilą. Tu też poznajemy dużą część z naszych przyszłych towarzyszy.
    W Astordze przez prawie 2 godziny załatwiamy mszę, której atrakcją jest kazanie dwujęzyczne z myślą o parafiankach, które wyrastają spod ziemi na wieść o mszy. To była ostatnia albo przedostatnia msza z kazaniem po polsku. W kolejnych dniach nasza pielgrzymia grupa rozrasta się. Fanklub "Polish singers" będzie nam wiernie towarzyszył do samego Santiago. Rozpoczną się msze wszelkich możliwych języków.
    Leer más

  • ... in Rabanal del Camino

    5 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 13 °C

    Julie Andrews opowiadała w jednym z wywiadów o tym, jak kręcono kultową scenę otwierającą "Dźwięki muzyki". Szerokie ujęcie, panorama Alp. Kamera zjeżdża w dół i zbliża się do łąki, na którą wbiega Maria, śpiewając "The hills are alive with a sound of music...". Wygląda wspaniale. Tyle że tego dnia było zimno, do tego padał deszcz, a za każdym razem, kiedy helikopter zawracał, pęd powietrza powalał aktorkę, która turlała się po ziemi.
    Podobnie jest z tym zdjęciem, którego tak wielu nam zazdrościło. Klimat był świetny. Miejsce - jak na załączonym obrazku widać. Natomiast tego dnia mieliśmy koszmarne problemy z zaopatrzeniem. Dzięki hartowi ducha i pomysłowości naszych kucharzy, udało się przygotować makaron z serem, który nie miał żadnego konkretnego smaku, za to skutecznie kleił usta.
    No ale przecież nie to się liczy. W dobrym towarzystwie nikt nie zwraca uwagi na takie detale. Mieszkaliśmy w niezwykle gościnnym schronisku, którego właścicielka "adoptowała" niektórych z chłopaków. Nie mogła tylko zrozumieć, po kiego fraka chcemy wychodzić przed szóstą rano, żeby zdążyć na wschód słońca na przełęczy.
    Leer más

  • ... in Ponferrada

    6 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 20 °C

    Najpiękniejszy odcinek naszej pielgrzymki. Zaczynamy w całkowitych ciemnościach i po omacku, jeden za drugim wdrapujemy się w stronę przełęczy Cruz de Ferro. Tam odmawiamy jutrznię o wschodzie słońca. Niestety nasze romantyczne wizje komplikuje nieco zimny wiatr, więc zamiast rozkoszować się to chwilą staramy się jak najszybciej dojść do końca.
    Potem długie, spokojne schodzenie w stronę Ponferrady. Z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Droga okazuje się niestety nieco za długa dla niektórych, dlatego rozdzielamy się na dwie grupy. Część od Molinaseci podjedzie ostatnie kilka kilometrów.
    Leer más

  • ... in Villafranca del Bierzo

    7 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 14 °C

    Dzień rozpoczyna totalne zamieszenia. Dzielimy się na mniejsze grupki i wszyscy gubimy szlak w mieście. W efekcie ostatni zostają pierwszymi. Do pierwszego postoju udaje nam się jednak szybko zebrać. Ten jedyny raz w czasie pielgrzymki nie potrafię powiedzieć, kto idzie przed kim, a kto - za kim. Wszystko się pokręciło.
    Następnie przechodzimy przez winnice. Kuszą nas zaproszenia do piwnic na degustacje. Dziś pewnie z wiedzą, że w czasie degustacji nikt poważny nie pije wina, ale wypluwa je, pewnie bym jednak skorzystał z okazji, żeby poznać słynne wina z Bierzo. Wtedy jednak, o tak wczesnej porze, rezygnujemy.
    Na tym etapie nasz fanklub się już konstytuuje. W kościele przyklasztornym odprawiamy prawdziwą mszę wigilijną przed Zesłaniem Ducha Świętego - śpiewy i czytania są we wszystkich dostępnych językach. Łączymy się też z naszymi przyjaciółmi na Lednicy.
    Leer más

  • ... in O Cebreiro

    8 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 13 °C

    Jeden z tych dni, które okazuje się dłuższe, niż się wydawało. Najpierw kilometry wzdłuż monotonnie ciągnących się ogromnych wiaduktów autostrady. Następnie upragnione zejście na szlak pod górę, w stronę sanktuarium O Cerebreio, zaraz po przekroczeniu granicy z Galicją. Poranne mgły ustępują miejsca prażącemu słońcu, co wcale nie ułatwia wspinaczki. Dla części z nas to sądny dzień. Ostatecznie wszyscy dochodzimy do wioski nie z tego świata. Przypomina dziś bardziej miasteczko dla turystów, stąd niełatwo będzie nam z asortymentu sklepów z pamiątkami skompletować substytut obiadokolacji. Do tego mamy okazję przekonać się, na czym polegają słynne bezgarnkowe galicyjskie schroniska.
    Po południu ulewa i nagły spadek temperatury. Owijamy się we wszystkie suche ubrania, a hospitalieros podejmują decyzję o włączeniu ogrzewania - w czerwcu!
    Leer más

  • ... in Samos

    9 de junio de 2014, España ⋅ ☁️ 13 °C

    Galicja wita nas deszczami. Od pewnego momentu wszystko mamy mokre. Spontanicznie zatrzymujemy się w kawiarni, żeby nieco się ogrzać. Korzystamy z zaproszenia rodzeństwa z Meksyku. Następnie w odstępach pięciominutowych dochodzą kolejni członkowie naszej grupy, których nasi gospodarze konsekwentnie podejmują się gościć. Taka pułapka schronowa: zaproś dwóch, a stawi się dziesiątka!
    Przez kolejne wioski docieramy do klasztoru w Samos, gdzie spotyka nas niemiła niespodzianka. Mnisi śle zapisali sobie naszą datę i nie mamy zarezerwowanego na tę noc pokoju. Udostępniają nam inny, od lat nieużywany i strasznie zakurzony. W pobliskim barze dwie godziny zajmuje panu przygotowanie jednej małej tortilli. W końcu uczestniczymy we mszy konwentualnej. Atmosfera w zakrystii ma w sobie coś z Imienia Róży.
    Leer más

  • ... in Portomarín

    10 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 16 °C

    Najtrudniejszy dzień. Po piętnastu kilometrach musimy wzywać pogotowie do jednej z dziewczyn. Dla mnie to koniec pielgrzymki na ten dzień. Jadę za karetką do szpitala. Na nocleg do Portomarin dojedziemy autobusem. To jednak też dzień wielkiej dumy. Młodzież w sposób maksymalnie profesjonalny przygotowuje wszystko do przyjazdu karetki. Zaskoczeni ratownicy nie mają czego robić na miejscu. Wszelka pomoc przedmedyczna została udzielona. Do ręki dostaję spis lekarstw, ubezpieczenie i inne dane osobowe. Bar zostaje uprzątnięty. Wszystkie niepotrzebne osoby czekają na zewnątrz. To się nazywa poznańska szkoła!Leer más

  • ... in Palas de Rei

    11 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 16 °C

    Spokojny odcinek od pagórka do dolinki, od dolinki do pagórka. Dużo małych postojów po drodze. W pewnym momencie ogarnia nas stan prawdziwej głupawki. Śmiejemy się jak głupi. I w ten sposób mijają kolejne kilometry tak szybko, że odważamy się iść do centrum miasta, do starego i mniejszego schroniska, a nie zostać na obrzeżach w nowym, które nas na pewno pomieści. Ryzyko się opłaca. Śpimy wszyscy razem w centrum, co ułatwia logistykę. Z tego dnia na pewno zapamiętamy pewną pizzerię. Dwóch kucharzy zachowywało się tak, jakby robili ją pierwszy raz w życiu. Czekaliśmy strasznie długo i, ponieważ nie potrafili poważnie rozwałkować ciasta, dostaliśmy ściśnięte mini-pizze, z których jedna w kształcie grzyba.Leer más

  • ...in Ribadiso do Baixo

    12 de junio de 2014, España ⋅ ☀️ 24 °C

    Dzień podobny do poprzedniego. Nocujemy w urokliwym, kamiennym schronisku położonym nad strumykiem. Nieużywana przez nikogo kuchnia (w której nie ma dosłownie niczego do gotowania, za to ma kilkanaście zlewów) służy nam za spokojne miejsce do mszy. Zbieramy siły przed potężnym marszem kolejnego dnia.Leer más

  • ... in Monte do Gozo

    13 de junio de 2014, España ⋅ ☀️ 25 °C

    Najdłuższy odcinek. Rzutem na taśmę robimy tak naprawdę odległość dwóch dni, aby ominąć najbardziej zatłoczone schroniska. Do ósmej, dziewiątej idzie się jeszcze w miarę spokojnie. Ostatnie dwadzieścia kilometrów to niestety przedzieranie się przez mrowie jednodniowych turystów: z torebkami, w klapkach bądź innych chodakach. Jest to bardzo męczące, szczególnie że panuje duży hałas i atmosfera niemająca wiele wspólnego z pielgrzymką. Ale to też dodaje motywacji, żeby dać z siebie wszystko i jak najszybciej wyminąć kolejne grupy. Dotrzeć do schroniska na Monte do Gozo i odpocząć.Leer más

  • Santiago de Compostela

    14 de junio de 2014, España ⋅ ⛅ 21 °C

    Wchodzimy. Ten króciutki, godzinny odcinek pokonujemy na spokojnie, wszyscy razem. Razem zaczynaliśmy i razem wchodzimy na plac przed katedrą. Potem jeszcze wizyta w biurze pielgrzyma, zostawiamy plecaki i wchodzimy do katedry, zanim zaleją ją tłumy pielgrzymów - głównie autokarowych. Msza w południe i uroczysty obiad, którym świętujemy nasz sukces.
    Popołudnie dłuży się niemiłosiernie, bo dopiero wieczorem mamy samolot do Madrytu. Brakuje łóżka, żeby zrobić sjestę. Kładziemy się zatem na trawie w parku. Korzystamy też z niespodziewanego zaproszenia dwóch zakonnic, które początkowo miały wspomóc nas zimną wodą, a ostatecznie oprowadzają po akademiku dla studentek i podejmują lodami w trakcie zaimprowizowanej rekreacji.
    Leer más

    Fin del viaje
    14 de junio de 2014