Od dawna wymarzona, ale w tym roku wybrana specjalnie dla nas przez Borysa Johnsona & co. Zielona Islandia :-)
  • Day10

    Żegnamy Islandię

    July 4 in Iceland ⋅ ⛅ 12 °C

    Powrót do UK wcale nie jest prosty. Wczoraj musieliśmy wpleść w harmonogram test na korona wirusa. Zamówić drugi test, do wykonania po przylocie. Koszt: wycieczka na wieloryby. Tym razem nie opcjonalna...choć zdecydowanie wolelibyśmy oglądać humbaki. Wypełnić locator form ze wszystkimi danymi, łącznie z numerem siedzenia w samolocie.
    A dzisiaj rano, o 6, niespodzianka. Udało się nam zostawić coś włączone na noc, i zamiast ruszać w drogę, ruszyliśmy szukać pomocy z odpaleniem silnika... Rewelacja, następny samolot pewnie za tydzien. I cała zabawa z testami itp od poczatku. Okazuje się, że absolutnie żadne auto z wypozyczalni nie jest wyposażone w kable. Więc mimo, że mamy dwa zapasowe akumulatory, to nie jesteśmy w stanie sami sobie poradzić, i trzeba dzwonić po taksówkę z Keflaviku z kablami i pomocą. Na szczęście, przyjeżdża, tym razem brat Litwin, na oko sądząc, i udaje się odpalić. Teraz jeszcze zatankować auto, znaleźć wypożyczalnie (dla ułatwienia na wydruku dostaliśmy zły adres) oddać auto, i dostać się na czas na lotnisko... 8.35 wysiadamy z auta. Odlot o 9:35. bramki zamykają o 9:05. Galopem przez sklepy (oczywiście wężykiem, żeby na pewno mieć szansę wszystkie dobra zobaczyć), przez security (na szczęście puste, przechodzimy w stylu sportowym: sprint przez bramki z rozbieraniem i ubieraniem się), strefę bezcłową, odprawę paszportową, i już jesteśmy przy bramce, 8:55 :-). Jak widać, był nawet czas żeby coś na bezcłówce zakupić :-D. Poziom adrenaliny wraca do normy, M'n'Ms komentują, zupełnie niesprawiedliwie, że z nami to tak zawsze i że można nakręcić thriller o naszym wybieraniu się w podróż, a zwłaszcza na lotnisko. Podobno trzyma w napięciu aż do ostatniej minuty. Może i tak, ale przynajmniej zawsze docieramy w ciekawe miejsca!

    Przejechaliśmy 1950km, przeszliśmy po szlakach 80km, zobaczyliśmy góry lodowe, pola lawy, gejzery i wulkan. A jeszcze tyle zostało do zobaczenia! A na zdjęciach uwiecznione kilka pomysłów, które podpatrzyliśmy u innych, do wykorzystania na przyszłość.
    Read more

    Sue Dollery

    looking lovely x

    7/4/21Reply
    Sue Dollery

    did you go knowing

    7/4/21Reply
    4 x 8 nog

    these are plans for the future!

    7/4/21Reply
    4 more comments
     
  • Day9

    Na zakończenie wielki wybuch - wulkanu

    July 3 in Iceland ⋅ ⛅ 12 °C

    Miała być wyprawa przez lód i ogień. Lodu przez cały tydzień było pod dostatkiem, ale ognia widzieliśmy głównie efekty, w postaci wody w różnych stanach skupienia i temperatury. Aż do dziś. Choć w zasadzie, już od pierwszych rozmów z tubylczymi Polakami było jasne, gdzie musimy pojechać (koniecznie wybierzcie się na wulkan!!). Aż do dzisiejszej rozmowy w punkcie testów na Covida, prowadzonym, a jakże, przez Polaków (czy widzieliście już wulkan??). Oczywiście chodzi o wulkan Fagradalsfjall, który po wiekach uśpienia wybuchł w marcu tego roku. Mimo, że spaliśmy u jego podnóża w dzień pierwszy, wybieramy się zobaczyć go w całej okazałości dopiero dziś, na zakończenie wyprawy. I ten ostatni trek przerasta wszelkie nasze oczekiwania. Bo Fagradalsfjall nie tylko wybuchł, i zaslal dolinę lawą, ale jest nadal czynny, i pluje lawą oraz zieje ogniem, czego się zupełnie nie spodziewaliśmy. Zaraz niedaleko parkingu zaczyna się jęzor zastygłej lawy (tak po prawdzie wulkan po wybuchu przypomina lodowiec, tylko kolor i temperatura nieco inne, no i skala czasowa też). Jęzor jest super, tu dymi, tam śmierdzi gdzie indziej grzeje. Ale szlak prowadzi dalej, i nagle okazuje się, że olbrzymi jęzor to zaledwie mała część pola lawy, które rozciąga się na całą dolinę, i kilka okolicznych szczytów górskich. Skala zapiera dech w piersiach. A za kolejnym zakrętem Maya odkrywa, że na jednym zboczu część lawy jest wyraźnie czerwona, czyli, właśnie, gorąca i aktywna. Im wyżej się wspinamy, tym więcej widać tej gorącej i czerwonej lawy, aż w końcu cała góra jednego z języków żyje i żarzy się bez opamiętania. A za kolejnym zakrętem otwiera się widok na krater Fagradalsfjall, zdecydowanie czynny, aktywny, i mimo odległości wzbudzający duży respekt. Krater pluje językami ognia, dymi i huczy, tworząc imponujący akcent na koniec naszej wyprawy.
    Żegnamy go z żalem, odchodząc całkiem karkołomnie po stromym, żwirowym zboczu (kolejny wyraz beztroskiego podejścia Islandczyków do bezpieczeństwa turystów - widzisz, że jest stromo i grunt niepewny, wchodzisz na własne ryzyko, nie jest naszym problemem zapewnianie Ci wygodnej trasy). W stronę zasnutych wieczorną mgłą gór, w stronę wieczornego, choć bynajmniej nie zachodzącego słońca.
    Read more

    Marcin Kiec

    Tego widoku zazdroszczę najbardziej. W zeszłym roku takich atrakcji niestety nie było.

    7/4/21Reply
    4 x 8 nog

    my sobie już też zazdrościmy... miło nam było, że mieliście ochotę nam towarzyszyć wirtualnie! dzięki i pozrowienia!

    7/4/21Reply
     
  • Day9

    Gorący strumyk

    July 3 in Iceland ⋅ ⛅ 12 °C

    Ostatni dzień, po upiornej, pełnej meszek nocy. Zapewne wykrakanej przez Mieszka, który na pytanie "i jak Ci się podoba wycieczka?" odpowiadał po angielsku " jak na razie, super". No i, zapewne przez to "na razie", w nocy napadły nas stada krwiożerczych meszek, które nie tylko pogryzły nas bezlitośnie, ale w efekcie wygoniły z kampera do jadalni, gdzie przetrwaliśmy do rana na wąskich, drewnianych, twardych ławach. Owszem, mieliśmy w planie zacząć dzień wcześniej, ale niekoniecznie o 7 po nieprzespanej nocy... A rano, decyzją kolektywu (wybór źródła, wodospady czy trek?) wybraliśmy się na trek wzdłuż gorącego strumyka, przez wodospady i wśród parujących zboczy pagórków :-D. Jak widać , w Islandii o kompromis nie trudno.
    Tak czy inaczej, trek bardzo przyjemny, choć w upale żywcem przypominającym Peru, i zakończony kąpielą w górskim strumyku, takim które zazwyczaj bywają orzeźwiająco chłodne. Natomiast ten, dla odmiany, parował i lekko zalatywał siarką, a do tego w zasadzie na całej długości górnego biegu zapraszał do naturalnych basenów, w których można było się moczyć do woli podziwiając krajobraz. Pełna rewelacja.
    Read more

    Sue Dollery

    is it lovely and warm x

    7/3/21Reply
    4 x 8 nog

    yes! too hot at places, easily 40C+

    7/3/21Reply
    Sue Dollery

    you look very relaxed

    7/3/21Reply
    Sue Dollery

    you can see the stem

    7/3/21Reply
     
  • Day8

    Wodospady

    July 2 in Iceland ⋅ ☁️ 14 °C

    Oczywiście - nie da się pominąć wodospadów. Są tu w zasadzie wszędzie, gdzie się człowiek nie obejrzy, i tylko najbardziej spektakularne zasługują na kierunkowskaz i miejsce w przewodniku. I dlatego też, trudno i darmo, wpis poświęcony im w całości, i zdjęcia, które i tak oddają tylko część uroku. Dzisiejszy wodospad, Seljalandsfoss, jest reklamowany jako jednen z najpiekniejszych, więc wybieramy się do niego na wszelki wypadek z pewną rezerwą. Ale niesłusznie. Spadający z wysokości 65m może nie jest najwyższy (żeby nie szukać daleko, dosłownie pół kilometra wcześniej widzieliśmy nie rozreklamowany, ale za to zdecydowanie wyższy), ani najszerszy. Za to, dzięki temu, że spada z nawisu skalnego, daje możliwość obejścia dookoła, i podziwiania spadających mas wody z wnętrza gór. A do tego masy wody spadają niejednorodnie, tylko jako olbrzymie firany wody, potęgując wrażenie. M'n'Ms na wszelki wypadek obiegły go dwa razy, nie wierząc własnym oczom. Jeszcze nie ochłonęliśmy, a zaraz obok niepozorny drogowskaz do kolejnego wodospadu (bez ruszania się widać trzy inne). Bardziej z obowiązku idziemy za ścieżka, i okazuje się, słusznie. W zboczu otwierają się jaskinie, i w jednej z nich zupełnie niespodziewanie, wodospad jeszcze bardziej imponujący niż ten na zewnątrz. Zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego nie ma na jego temat żadnych informacji, ale dzięki temu czujemy się jak prawdziwi odkrywcy, którzy natknęli się na ukryty przed oczami wszystkich skarb ;-)Read more

    Sue Dollery

    beautiful waterfall

    7/3/21Reply
    Sue Dollery

    so impressive

    7/3/21Reply
    Sue Dollery

    lovely x

    7/3/21Reply
    3 more comments
     
  • Day8

    Południe - złoty krąg i czarne plaże

    July 2 in Iceland ⋅ ⛅ 12 °C

    I wracamy na południowy szlak turystyczny złotego kręgu, dzień w okolicach Vik, na czarnych plażach, wędrując w poszukiwaniu gorących źródeł i, oczywiście, przez wodospady. Południe jest stanowczo mniej spektakularne niż północ, ale swój urok ma, jak na zdjęciach uwieczniono. Różnica w gęstości zaludnienia jest ewidentna, nie tylko mijają nas sznury aut, ale przy drodze widać domy, mniejsze, a nawet większe miejscowości. Plaża czarna, owszem, owszem, choć po diamentowej nie robi zbyt wielkiego wrażenia, to skały wokół niej i w morzu są rewelacyjne. Po wspięciu się na właściwie wszystkie dostępne, i uniknięciu zmycia do oceanu przez sneaker wave, przed którą ostrzegają tablice, wyruszamy szukać dzikich ciepłych źródeł. Trasa do nich prowadzi wśród pól łubinu (który rośnie tu wszędzie łącznie z gorącymi siarkowymi polami, przez co zasługuje na osobny, własny wpis), do zjawiskowego kanionu. Niestety, same źródła są przerobione na basen, i dzięki tej interwencji w przyrodę, zarośnięte i brudne. Dla przyszłych wypraw warto wzmiankować, i pamiętać, że w górę biegu strumienia jest dodatkowa, już w pełni naturalna sadzawka, która niestety dla nas zajmują inni.Read more

    Sue Dollery

    love those rock shapes

    7/3/21Reply
    Sue Dollery

    how do you get up there

    7/3/21Reply
    4 x 8 nog

    these are two mountain goats :-)

    7/3/21Reply
     
  • Day7

    Laguna lodu

    July 1 in Iceland ⋅ ⛅ 13 °C

    Na sam lodowiec wejść się nie da, bez pozwolen, haków, raków i czekanów, ale szlak prowadzi wokół zatoki u podnóża jednego z języków (to anatomia dla ludzi z wyobraźnią), pełnej lodowych gór. Góry mienia się kolorami od zupełnie kryształowo przeźroczystych przez biel, wiele odcieni błękitu do brudno czarnych. Z naciskiem na brudno. Statecznie pływają po zatoce, przemieszczając się w kierunku przesmyku na otwarty ocean, aż do momentu kiedy wpłyną w przesmykowy prąd. Wtedy nabierają zawrotnej ( z punktu widzenia góry lodowej) prędkości, i czując zew oceanu mkną wyrywając się na wolność, albo, niestety, wywracają się na zdradliwym załomie dna i nurtu, i dołączają do spiętrzonej masy gór, którym się nie powiodło. Można oglądać godzinami, zwłaszcza, że pomiędzy nimi wędrują stada ptaków i walczą o połowę ryb z fokami. A dodatkowo góry co i rusz się cielą z wielkim hukiem.
    Przesmykowy nurt prowadzi na czarną plażę, nazywaną diamentową,choć to nie część szlaku północnego. Ale plaża usiana jest fragmentami gór, którym się ucieczka na ocean nie powiodła na ostatnim etapie, a które wypolerowane wędrówka i wiatrem, błyszczą w słońcu, jak kryształy.
    Ponieważ jest to nasz jedyny dzień w okolicy prawdziwego lodowca, idziemy na dwa treki z dwóch stron jednego z języków, przez (chyba) morenę, przy lodowcowych jeziorach wypełnionych górami lodowymi i lodem, wypatrując fok, stad dzikich gęsi, i co i rusz napotykając dowody na krwiożerczą nature tych pierwszych.
    Wędrówkę kończymy jak zwykle po 22, jak zauważają M'n'Ms, po powrocie z Islandii czeka nas jetlag....
    Read more

    Sue Dollery

    don't get to cold maya

    7/3/21Reply
    Sue Dollery

    that's fantastic

    7/3/21Reply
    Sue Dollery

    your melt that

    7/3/21Reply
    4 x 8 nog

    thank you Sue - Wojtek's artistic soul!

    7/3/21Reply
     
  • Day6

    Slonce o północy

    June 30 in Iceland ⋅ 🌙 13 °C

    Wschodnie krańce Islandii to fiordy, zatoki, strumienie, i wodospady, tak powszechne, i spowszedniałe, że chyba nikt ich nawet nie nazywa. Tzn. spowszedniałe dla nielicznej tutejszej ludności, dla nas niezmiennie zachwycające i warte zatrzymania. Bliżej morza zieleni jest zdecydowanie więcej, zdarzają się nawet pojedyncze krzewy i drzewa, ewidentnie sadzone ludzka ręka ( w końcu trzeba skądś brać drewno na mostki).
    Wiemy, że dzisiejszy przelot jest długi, nastawiamy się więc na oglądanie słońca o północy. I nie zawodzi! Co prawda słońce jako słońce znika za górami, ale niebo nie ciemnieje, nad nami w kolorze różowego świtu, ale po północnej stronie nie traci błękitu ani na moment. A fiordy to wyłaniają się to nikną w mistycznych mgłach, wymuszając częste postoje w celu kolejnych niedoskonałych prób uwiecznienia piękna na przysłowiowej kliszy (dla młodszego pokolenia matrycy cyfrowej).
    Read more

  • Day6

    Podróżowanie kamperem

    June 30 in Iceland ⋅ ☁️ 16 °C

    Zdjęć kilka dokumentujących codzienną jengę z twisterem w kamperze, udogodnienia i trudności. Tak czy inaczej, polecamy domek na kółkach, przynajmniej kiedy pogoda jest ładna, i można z niego wyjść :-).Read more

    Sue Dollery

    Love the top maya

    7/2/21Reply
    Sue Dollery

    Lovely photo

    7/2/21Reply
    Sue Dollery

    Like the beds x

    7/2/21Reply
    Sue Dollery

    Good work x

    7/2/21Reply
     
  • Day6

    Diamentowy szlak

    June 30 in Iceland ⋅ ☀️ 17 °C

    OK. To nie jest nasz pomysł na nazwę trasy, to przejaw konkurencji z południem i ich "Złotym kręgiem". A cóż może być cenniejszego od złota...Wiadomo, w niedługim czasie woda, ale jak na razie diamenty. Jaka by nazwa nie była, prowadzi przez miejsca warte odwiedzenia, nie będziemy więc kręcić nosem.
    Pierwszy przystanek - wodospady bogów (znowu nazwa diamentowa, ale skromna). Podając z Wikipedia, woda rzeki Skjálfandafljót spada z wysokości 12m, i na szerokości na pewno większej niż podawane przez Wiki 30m. Chyba że wybrali jeden z wielu wodospadów tworzących kompleks! Tak czy inaczej, robią wrażenie, jesteśmy w stanie nawet wybaczyć nieszczęsną nazwę.
    A zaraz poniżej wodospadów trójka kajakarzy górskich wyrusza w odmęty Skjálfandafljót. Zazdrościmy bardzo, choć nawigowanie w takiej kipieli na pewno wymaga znacznych umiejętności, więc raczej nie jest to opcja dla amatorów takich jak my.
    Kolejny przystanek - Husavik. Który, rzeczywiście, zasługuje na nazwę stolicy północy. W przepięknym, malutkim porcie nas fiordem i z widokiem na ośnieżony łańcuch górski czuć wyraźnie Arktykę. Zgodnie z tradycją regionu można wybrać się na (bezkrwawe w XXI w) łowy wielorybów. My niestety się nie wybierzemy, z braku czasu, i zaporowej ceny (dla naszej 4 ponad £400 - za godzinną wycieczkę...), ale za to odwiedzamy (gorące) baseny z widokiem na ocean i tereny wielorybie. A na zakończenie wizyty - tradycyjne Islandzkie fish and chips, do złudzenia przypominające te z Cosham, ale za to z islandzkim sosem, z widokiem na port, i w wieczornym słońcu Arktyki.
    Pozostałe atrakcje diamentowego szlaku (pola lawowe, jezioro Myvatn, kąpiele termalne obok Myvatn, kolejne tereny aktywne geotermiczne) oglądamy już tylko przejazdem, bo w planie dzisiaj pokonanie 300km dookoła wschodniego wybrzeża Islandii, cel: lodowiec Vatnajökull.
    Read more

  • Day5

    Systragil

    June 29 in Iceland ⋅ ☀️ 22 °C

    Z wielu kempingów pomiędzy Akureyri i Husavik wybraliśmy Systragil, i jak się okazuje - bardzo słusznie. Położony nad rzeczka, w lesie (no, lasku, ale jako, że to Islandia, nie będziemy się upierać), idealne miejsce na wakacje. W dodatku przy wodospadzie, z którego produkują lokalnie prąd zasilający kemping i farmę właścicieli. Super ekologicznie, na lokalną skalę. Na kempingu mini plac zabaw, a w nim piaskownica z czarnym piaskiem :-) ciekawe, czy z takiego piasku trudniej dzieci doczyścic ... Tak czy inaczej, jest to kolejny rewelacyjny przystanek w podróży, warty uwiecznienia i zapamiętania.Read more