Peru
Marangani

Discover travel destinations of travelers writing a travel journal on FindPenguins.
Travelers at this place
    • Day 62

      Pucará -> Aguas Calientes

      November 23, 2022 in Peru ⋅ ☁️ 3 °C

      Par Alban

      ⏰ Réveil à 4h30 dans la genre de carrière dans laquelle on a très bien dormis ( pour ma part ) PL a bien dormis aussi mais à chaque fois il entend des bruits que je n’entends pas. Soit je suis sourd soit il a un sommeil léger 😅

      Encore un magnifique levé de soleil 😍
      Après un bon petit dej et le rangement des affaires nous voilà parti à 6h30 sous le soleil ! Un régal.

      Aujourd’hui 118km au programme mais avec 90km de plat au départ. On roule donc très bien jusqu’à 9h ou on fait une pause gâteau, on a déjà fait 50km. On s’arrête pour manger au 80eme km car après il n’y a plus rien. Almuerzo donc dans la petite ville de Santa Rosa ! A 10h30😅😅 Un très bon menu avec Soupe de pomme de terre, carottes, viande puis un plat de riz, pâtes et viande ! Le tout couronné d’un petit jus de API. Parfait, tout ça pour la somme de 7 soles chacun.

      Après des petites courses en eau et en banane on repart pour les 40 derniers km.
      Les 10 premiers km sont quasi plat, malheureusement le vent se lève par la suite, de face encore… PL est déjà au moins 1km devant, je m’arrête pour me couvrir et mettre des écouteurs pour ne pas souffrir du vent comme hier. Les 18km de montée vont se faire plutôt en bonne condition mentale mais lentement. Ce qui vaudra à PL de m’attendre 45min au sommet dans le froid… Le pauvre.. Mais c’est terrible car je n’arrive vraiment pas à avancer plus vite.

      Finalement j’arrive enfin en haut et on s’empresse de descendre en vitesse les 12 derniers km restant.

      A l’arrivée c’est des bains chaud qui nous attendent 😍😍 Et c’est un PUR régal ! Ça nous réchauffe de la journée couverte sur la fin. Il est 15h et on a tout le temps de profiter c’est génial ! Pour 10 soles chacun on aura accès à 4 bains chaud en extérieur dont un vraiment vraiment chaud 🥵 40 degrés au moins. Puis on ira à la Geoterapia, un bain d’argile en gros ! Ou une mama nous tartinera avec un énorme pinceau 😂 Plutôt drôle mais le masque d’argile sur tout le corps va vraiment faire du bien ! Suivi d’un petit bain de rinçage dans une eau encore bien chaude 😋 Ensuite on file se changer et monter la tente avant la nuit.
      Le repas de ce soir c’est pâte sauce bolognaise, on craquera quand même sur un petit choclo con queso ( mais au fromage) que j’avais envie d’essayer depuis un moment ! Et c’est plutôt très bon ! Une belle entrée avant les pâtes puis la soupe ! On aura bien bien froid à la fin du repas et on courra se réfugier dans la tente pour manger le dessert (bananes).

      Un bon gros dodo car demain on va jusque Cusco ! On devait scinder l’étape en deux mais on est pressé d’arriver et on a plus beaucoup de sous donc zou pour les 150km qu’il nous reste à parcourir ! 😋
      Read more

    • Day 327

      🌈⛰️ / 👙🩳 / 🗻

      July 31, 2023 in Peru ⋅ ☁️ 9 °C

      On our way from Peru to Bolivia we explored the incredible Andean landscapes!

      Rainbow Mountain 🧡💛💚💙💜

      Hot Springs including mud treatment. There were only local people and we paid only 1.50$ per person. It was located at 4000m in a remote place with views of the mountains.

      Titicaca lake
      We skipped the extremly touristy islands where the indigenous people live and make an exhibition of their home but we enjoyed some nice views of the lake.

      New country 🇧🇴
      We entered Bolivia on a holiday of the border city Copacabana. Which meant many people crossing the border, a big line and many hours waiting. The process itself was fast and easy.
      Read more

    • Day 13–14

      Aguas Calientes

      September 30, 2023 in Peru ⋅ ☁️ 11 °C

      I left the Hacienda early in the morning around 7am to cycle 107 km to a park of thermal baths in La Raya, as I had heard you could camp there for free as long as you paid the entrance to the park (5 soles = 1.25€).

      Little did I know how tough the ride would be. The first 70km were done by midday, and I treated myself to a big and nice lunch in the last proper town for 100km. But then... I set off to tackle the 30km climb leading from 3400 to 4000m. 6
      00m of elevation didn't seem to bad to me at first, but rain, headwind and the altitude soon made me doubt my route choice for the day.

      However, since there was no alternative stop between the town and the hot springs, there was no other choice but to continue. Never have I ever cycled this slow. After 3 excruciatingly slow hours, full of small breaks to catch a breath, I made it to the springs just in time to catch a bath at sunset ✌️

      Lastly I even met a fellow cyclist to team up with for a bit! 🚴‍♀️🚴‍♂️
      Read more

    • Day 349

      My christmas gift

      December 21, 2023 in Peru ⋅ ☁️ 10 °C

      Last night had dinner with the family of thr mecanic. His wife, daughter and some friends. His daughter made drawings and gave her candle thatvshe had made at school. Finally she sang a christmas song. So sweet. Better gift one couldnt wish for!Read more

    • Day 10

      Fahrt nach Cusco

      November 16, 2023 in Peru ⋅ ☁️ 12 °C

      Wieder ein lange Fahrt durchs Land. In der Inkaregion Cusco werden wir jetzt die letzten Tage bleiben. Moritz hatte gestern Symptome der Höhenkrankheit, heute geht es ihm schon etwas besser. Er will auf jeden Fall die Citytour mitmachen.Read more

    • Day 21

      Inkaski most z trawy, tęczowa góra i ...

      August 21, 2018 in Peru ⋅ 🌙 11 °C

      Do Puno!
      Dzisiejszy dzień był tak po prawdzie dniem tranzytu, urozmaiconego oglądaniem przepięknych zakątków ukrytych w dolinach i szczytach Andow.
      Kierowca załatwiony przez nieocenioną Sylwię podjechał pod nas o 6 rano, budząc zawiść wszystkich pozostałych back-pakerow ustawionych przed kazda brama wzdłuż naszej uliczki. Cóż, życie w Ameryce Południowej zaczyna się bardzo wcześnie, prawdę mówiąc 6 rano to już niemal południe. I wszyscy wybierający się na zwiedzanie nie mają wyjścia, muszą wstawać z kurami. A na San Blas same hostele, i sami zwiedzający, stąd o świcie grupki z wyladowanymi plecakami przed każdą bramą, tworzący dość specyficzny i bardzo sympatyczny klimat.
      Pierwszy przystanek ( po niesamowicie urokliwej drodze przez Andy) - most inkaski z trawy. Nieprawdopodobne przedsiewziecie, most jest wykonany wyłącznie z trawy i patykow, i odbudowywany co roku od stuleci, umożliwia skrócenie drogi przez kanion. 30 metrów długa plecionka z trawy wisi nad kanionem przez rok, w chwili obecnej głównie w celach turystycznych, jako że most drogowy jest 200 m dalej. Ale przez stulecia przeprowadzał trakt inkaski w poprzek doliny, niosąc ludzi, towary, i stada jucznych lam.
      Most jest tradycyjnie odbudowywany w czerwcu (zajmuje to ponoć 3 dni! Choć liny na most są wyplatane we wszystkich okolicznych wioskach przez cały poprzedzający miesiąc), dlatego w kwietniu i w maju przejście po nim wymaga nie lada odwagi. My na szczęście przechodzimy w sierpniu, więc wszystkie liny są w znakomitej kondycji. W połowie mostu mniej więcej zachwyca niesamowity widok na rzekę i kanion, całkowicie ukryty przed wzrokiem stojących na brzegu. Wycieczka warta jest tego widoku, nawet w porze deszczowej i w maju!
      Dalej Franco (nasz kierowca) zabiera nas do niezbyt dobrze znanego pasma gór tęczowych, odkryte o przez Sylwię. Co prawda nie aż tak wysokie jak Ausangante, bo tylko 5200 m npm, ale po pierwsze - dla nas to dobrze, bo choroba wysokościowa nie odpuszcza, a po drugie, ważniejsze, pasmo jest nieznane turystom. Dzięki temu mamy okazję podziwiać piękno tych gór w zasadzie w samotności, zamiast w tłumie turystów jak na Morskim Oku. M'n'Ms niezmordowanie dociekają skąd takie kolory skał. Odgrzebujemy resztki wiedzy z czasów szkoły i studiów - czerwony: żelazo, żółty : siarka, zielony: miedź. Ale, kurcze, fioletowy??? No nic. Trzeba będzie doczytać.
      I znowu mamy niesamowite szczęście do pogody, choć czarne chmury straszą, i zbierają się nad okolicznych szczytami z każdej strony, my cały czas idziemy w dziurze w chmurach i w słońcu. Trochę oszukane to wyjście, dowiezieni zostaliśmy na 4800, i z tej wysokości "atakujemy" szczyt. Ale ze względu na odległość od cywilizacji inaczej się tego zorganizować nie dało...
      Trochę deprymująco, całą drogę pod górę towarzyszy nam stareńka Peruwianka, która usilnie próbuje nam coś wytłumaczyć w Quechua. Niestety, nie rozumiemy ani w ząb, sole też wszystkie zostawiliśmy w samochodzie. Nie wiemy, czy próbuje nam coś sprzedać, czy coś ważnego powiedzieć, ale podąża za nami krok w krok. Dopiero przed samą przełęczą nas porzuca, a my dalej nie mamy pojęcia o co chodziło.
      Na przełęczy okazuje się, że jednak dobrze, że trekking is udany, bo choroba wysokosciowa daje się we znaki części drużyny, i ta część na 4950 dociera mocno zziajana i na bezdechu.
      Duch w narodzie jednak jest wielki, i postanawiamy postawić stopę na 5000, wśród skalistych zębów sterczących w niebo wśród ( wiecznego?) śniegu. Co, wg GPSa udaje się nam po pół godzinie 😁😁😁. Widok jest fantastyczny, zgodnie z zapewnieniani Sylwii tęczową Góra jest nie jedna, a całe rozległe pasmo miesiące się wszystkimi kolorami tęczy ( choć głównie czerwonym).
      Z uwagi na zdrowie zbieramy się z 5000 natychmiast, i wracamy w bardziej przyjazne rejony, obfotografowując po drodze wszystkie odcienie górskiej tęczy.
      Kierowca dowozi nas do Sicuani, miejsca naszej przesiadki na colectivo - i po 4 godzinach w dusznym busie, z bardzo sprawną przesiadka w Juliace ( kierowca colectivo tak się przejął gringos z dwójką dzieci, że dowiózł nas dosłownie przed kolejnego busa) docieramy do Puno, którego rozświetlona panorama lekko szokuje wielkością. Spodziewaliśmy się maleńkiej wioseczki, a tu, z nienacka, wyrasta przed nami metropolia. I znowu rewelacyjny zbieg okoliczności, doceniany tym bardziej że względu na nocną porę, przystanek colectivo jest bezpośrednio na wprost drzwi hostelu. Uznajemy, że sprawność " podróżowanie na sposób lokalny" zdobyliśmy z wyróżnieniem.
      Read more

    • Day 18

      Roadtrip

      September 7, 2017 in Peru ⋅ ⛅ 25 °C

      Cusco wir kommen! Mal wieder viel zu früh (oder eben pünktlich) waren wir an der Busstation an der der sogenannte "Anden Explorer Bus" für uns abfahren sollte. Es stand uns eine 10 Stündige Fahrt mit mehreren Stops bevor. Als endlich auch andere Passagiere da waren stellten wir fest, dass wir mit Abstand die Jüngsten sind. Zur Krönung bekamen wir auch noch ein Schlüsselband, dass wir um den Hals tragen sollten, sodass jeder sieht, dass wir zu dieser Gruppe gehören. Oh man... Aber es war am Ende doch ganz witzig. Unsere Erklär-Frau Marita scheint viele Schauspielkurse genommen zu haben, könnte diverse Stimmen mimen und pfiff sehr häufig. Als erstes hielten wir in Pukara und besichtigten ein kleines Museum, welches größtenteils alte Steinmetz-Arbeiten ausstellte. Weiter ging es zu einem Panoramapunkt genau auf halbem Weg zwischen Puno und Cucso. Und anschließend gab es endlich Mittag. Ein sehr nettes Buffet mit Ausblick auf grasende Lamas und Alpakas. In Raqchi besichtigten wir Inkaruine und an der letzten Station gingen wir in die Peter&Pauls Kirche in Andahuaylillas. Obwohl wir langsam genug von Kirchen haben, war diese doch Recht eindrucksvoll. Alles war vergoldet, wirklich alles!
      Um 17 Uhr erreichten wir Cusco und nahmen uns ein Taxi zu unserem Hostel. Der Fahrer hat alles gegeben, aber auf den Straßen war ein wahnsinnig beeindruckender Festumzug, sodass er uns "nur wenige Meter" vom Hostel entfernt absetzte. Wir liefen mindestens so lange wie die Taxifahrt vorher gedauert hatte. Aber es war Klasse! Tausende Menschen waren auf den Straßen und bestaunten den Umzug. Es wurde getanzt und überall dröhnte Blasmusik. Die Stadt ist wunderschön und hat uns schon jetzt in ihrem Bann gezogen.
      Read more

    You might also know this place by the following names:

    Marangani

    Join us:

    FindPenguins for iOSFindPenguins for Android