Peru
Lares

Here you’ll find travel reports about Lares. Discover travel destinations in Peru of travelers writing a travel blog on FindPenguins.

8 travelers at this place:

  • Day89

    Day 89: The Lares track to the top

    October 17, 2016 in Peru

    A good morning in Peru, starts with a coca tea in the tent. Very nice tentservice 😉 slept good but the headace was there still, time for the altitude pills. After breakfast we moved out and it was still a bit foggy but the clouds cleared out on some parts of the walk. We saw Lama's all the time, Alpaka's, Pigs, some locals and 3 other hikers. We did 10.7k before lunch. But before lunch we went through the pass which went to 4680meter high and with that as the heighest point that we walked. It was still the lowest point to cross to the other side of the mountains and so the easiest 😉 but we really felt the altitude slowing us down. At the top we did an offering of some coca leaves to the gods here and safe passage 😅. We had lunch at the other side and did 8.4k after lunch. Back to 3240meters but after lunch my head already felt a lot better. The walk down was beautifull and very hard for the knees. We made it with some short-cuts that were actually very nice but taking us longer haha 😂. At the camp site we had a small building to drink some beers and eat after that. The night was much warmer and sleep came easily after this intensive walk. An amazing day again, totally different than other hikes, see for yourself 😆 good night ;-)Read more

  • Day88

    Day 88: Start with the Lares track

    October 16, 2016 in Peru

    Today we begin our walk to Machu Pichu. We were picked up at 5:30, feeling a bit better than the day before. We got in the van with the tour guide a driver and 2 Canadian girls. We knew the group would be 4 so we were complete😆. But while driving in Cusco another Peruvian guy got picked up and one got out somewhere and another came in and another haha. They came from everywhere and it looked like a good organised party😉. So we started the trip with the driver, Abel our guide, Thomas our cook, Lorenzo the horse guy, Jane and Sarah and Max and me. The tour guide who did the breefing was no where to be found so probably that went wrong but Abel our new tour guide was very nice and new what he was doing. So we started driving up, had a few sight seeing stops at nice cliffs and it was fun to see cars passing on such a small road with very steeps cliffs next to it😆. We went to some hot pools and burned a little in the sun while doing it 😇. The pools felt great but after it I felt a little less energized to walk up mountains haha 😉. We had lunch also so the after diner dip also kicked in. But we started somewhere around 13:30 the track was small and made from farmer roads. Nobody to be found except local people working or adorable little local kids asking for candy's. We had enough candy's for the kids, coca leaves for the workers and both for us as well. We walked 8.4km to 3860 meter high and just before dark we arrived at the spot where Thomas and Lorenzo already made up camp and were busy with diner. They hiked with the horses past us on a different road and arrived a lot earlier. The first part of the Lares track went really good we had sun, we had some more rain (but not bad to walk in with my umbrella 😉) and we had good views.
    Jane and Sarah also appeared to be wonderfull people also living nice active lives and in Peru for a few weeks, it made a good match with Max and me. Max and Sarah steady as they went, Jane and me most of the time ahead scouting the track with the guide. A good team with lots off fun from the start. Within an hour of our arrival we had a great diner that Thomas cook-ed (funny combo) and it is amazing what a man can do with so few cooking gear. Since I had the headace again I went to my sleeping bag after taking some aspirine. It could be a cold night so I dressed warm and I slept actually very good.
    Read more

  • Day66

    Calca and excursion to Lares

    December 13, 2017 in Peru

    After climbing down from Machu Picchu and just in time catching the train to Ollantaytambo, things happened fast. We hopped into a private car to Urubamba and then took a public bus to Calca, where we wanted to stay for a day or so to enjoy a not so touristy place in the Valle Sagrado. It was a top choice!

    We found a great little hostel owned and run by Ivan (San Francis hospedaje directly at the corner of the main square). Iwan was very hospitable and treated us to great coffee which he roasts and processes himself. We also got to know his dog chili and had enough space in the room to fix the leaky mattress - Bertram showing some serious repairman skills :-)

    He then advised us to go to Lares and enjoy the hot springs there. The best thing for us: camping on-site next to the pools was possible!

    Thus, we hurried across the market to get some food (again, with Iwan’s help) and boarded a minibus... only to wait 1.5 hours until it departed :-)

    Reaching Lares through an incredible mountain drive (highest point was 4,600m above sea level), we quickly pitched the tent and jumped into the water :-) Heaven!
    Read more

  • Day9

    Auf gehts zum Lares-Trek

    October 14, 2016 in Peru

    Abfahrt um 5 Uhr morgens und nach 3 Stunden Fahrt am Ausgangspunkt meines Treks gelandet. Leider hat es den 1. Tag fast durchgehend geregnet. Abends wurde dann das 1. Zeltlager in einem Andendorf bei einer sehr freundlichen Familie mit einer Scharr entzückender Kinder aufgeschlagen. Als Vorspeise gab es vom Koch selbstgemachtes Popcorn - fehlte nur der Kinostuhl ;-)

  • Day15

    Do rodziny Quechua w Andach.
    Po zwiedzeniu sanktuarium zwierząt, jedziemy znaną nam już na wylot drogą do Pisac. Po drodze Sylwia dopytuje się co w Pisac zwiedziliśmy, i czy znamy restaurację prowadzoną przez Polaka. Oczywiście - nie mamy pojęcia, nie trafiliśmy, nie widzieliśmy, w końcu przez 3 dni w Pisac codziennie lądowaliśmy w tej samej knajpce na naleśnikach bądź "menu" ("menu" to zestaw firmowy, przystawka/zupa + drugie danie + deser, zazwyczaj w bardzo przystępnej cenie). W "naszej" knajpce menu to zupa szpinakowa bądź dyniowa, kurczak z frytkami i ryżem (tak tak, "i", nie "lub"), oraz naleśnik.
    A że cała załoga knajpki mówi tylko po hiszpańsku, to nazw tych potraw nauczyliśmy się w tym języku dla usprawnienia konwersacji.
    I teraz słyszymy, jak Sylwia uzgadnia przez telefon, że na obiad w "jej" knajpce, prowadzonej przez Polaka, niejakiego Sylwestra, będzie do wyboru zupa szpinakowa lub dyniowa, kurczak... no i dalej już wiecie. Tak, dokładnie - z całego Pisac, gdzie co brama to restauracja, udało się nam wybrać to jedną jedyną prowadzoną przez Polaka. Jako że był "wyjechany" nie trafiliśmy na niego sami, ale knajpka tym niemniej ta sama. Zresztą polecamy, jeśli kiedykolwiek traficie do Pisac - Jardin El Encanto, uliczka w prawo od Plaza de Armas.
    Pożywieni ruszamy w dalszą drogę, w górę przez serpentyny i przewyższenie 4300 m npm do gorących źródeł w Lares. Kompleks 5 bardzo mocno siarkowych basenów, od 36 do 44•C, odwiedzany chyba tylko przez miejscowych - w każdym razie standard (względnie czysty) peruwiański, nie turystyczny ;-). Woda jest boska, zwłaszcza w tych najcieplejszych basenach, a zimne prysznice dla ochłody to mini - wodospady, nie tylko chłodzące, ale zapewniające masaż karku i pleców.
    Odprężeni wyruszamy w dalszą drogę, do gospodarzy w głębi Andow, czekających na nas z noclegiem i kolacją. Pełen luksus i logistyka przeprowadzona przez Sylwię. Droga przez Andy jest znów zupełnie zjawiskowa, wszyscy podziwiamy widoki i stada lam i alpak pasących się dosłownie na każdym zboczu. Trasa nie jest łatwa, cała w serpentynach nad przepaściami, ale kierowca jedzie bardzo pewnie. Widać wieloletnie doświadczenie, nawet mijanki z nielicznymi innymi pojazdami, często tuż nad przepaścią, są bardzo sprawne, i bezpieczne. Ponoć technika jazdy jest bardzo specyficzna, trzeba ogarniać drogę na wiele kilometrów (i zakrętów) naprzód, żeby nie tylko nie wjechać w kogoś znienacka zza skały, ale też dopasować prędkość do występowania szerszych fragmentów drogi.
    Do gospodarzy docieramy w całkowitych ciemnościach, po, w sumie, 6 godzinach jazdy, nie licząc przystanków, a kierowca po krótkim pożegnaniu i przeglądzie bagaży, wyrusza w powrotną drogę. Ponoć żucie liści koki czyni ich niezniszczalnymi, ale cieszę się że dopiero teraz dowiedzieliśmy się że jechał na "wspomaganiu".
    Rzucamy bagaże w dwóch miłych pokoikach przygotowanych dla nas w osobnej chatce, i ruszamy na ciepłą kolację peruwiańską. Jak się okazuje, to kolejny obiad - pyszna zupa, i lomo saltado ( mięso, mamy nadzieję, że nie świnki morskiej) z jarzynami. M'n'Ms są wykończone, i wcale nie przekonane do konieczności jedzenia po tak długim i wyczerpującym dniu, więc my dzielnie pochłaniamy 2 i 3 obiad....
    I już do łóżek - kąpiel w źródłach była również strategiczna, bo w ramach łazienki jest woda źródlana prosto ze skały...
    Read more

  • Day26

    Lares Valley Trek

    March 6 in Peru

    After a day of rest in Cusco it was time to start the Lares Valley Trek. I chose a rather expensive company - alpaca expeditions - which claims to have the highest standards for trek safety and quality (good equipment, good food, sat phones) as well as high regard for employees (good salaries) and good environmental stewards. I paid about $600 for 4 days all inclusive (2 camping nights and 1 hotel). Days 1-3 were in the Lares Valley and Day 4 was at Machu Picchu! Some friends paid as low as $160 for other treks... Because Victoria is easier to say and remember then Jordan, I happily went by my middle name during this journey!Read more

You might also know this place by the following names:

Lares

Join us:

FindPenguins for iOS FindPenguins for Android

Sign up now